środa, 23 grudnia 2015

Rozdział dziewiętnasty

„Niebo było zrobione z ametystów
A wszystkie gwiazdy były jak małe rybki
Powinieneś nauczyć się, kiedy odejść
Powinieneś nauczyć się, jak mówić nie
No dalej, bierz wszystko
Bierz wszystko, chcę żebyś
Trwał i wziął wszystko
Bierz wszystko, tego chcę
A niebo było fiołkowe
Chcę tego znów, ale gwałtowniej, silniej
Jestem jedyną osobą bez duszy
Raz na górze raz na dole”

Jules

Nie byłam zadowolona z faktu, że oddaliłam się od Juana i całkiem straciłam z oczu zarówno jego jak i Anastazję oraz jej partnera. Czułam się również coraz mniej pewnie. Nawet gdyby goście nie nosili masek, wątpiłam czy ujrzałabym jakąś znajomą twarz. Obiecałam sobie, że gdy tylko skończy się ten taniec, wrócę tam i odważę się odezwać do ponad tysiącletniej wampirzycy.
Już nawet nie zwracałam uwagi na to z kim tańczę. Czasami dotykały mnie chłodne dłonie, innym razem ciepłe. Innym razem blade, a innym opalone. Nikomu nie patrzyłam w oczy. Naliczyłam już, że mój kolejny partner będzie dzisiaj siódmym. Skóra następnego mężczyzny jako czwarta była chłodna i blada. Ujrzałam też na niej dwa srebrne sygnety. Jeden był cieńszy i bardziej ozdobiony od drugiego. Tym samym bardziej zwracał na siebie uwagę. Widziałam go już i wiedziałam co się na nim znajduje. Posiadał liczne wyżłobienia. Bawiłam się nim, więc wiedziałam, że od wewnątrz ma inskrypcję. Była jednak wydrążona w postaci cyrylicy i nie miałam pojęcia co znaczy. Wiedziałam natomiast do kogo należy.
Uniosłam na chwilę wzrok i niemal od razu go spuściłam. Tak bardzo nie chciałam go dzisiaj spotkać, modliłam się o to, żeby tego uniknąć. Jednak mogłam się tego spodziewać po moim szczęściu. Zdziwił mnie tylko fakt, że nie rozpoznałam go wcześniej. Król musiał odróżniać się strojem, a także nakryciem głowy, a ja mądra, spoglądając cały czas w podłogę, nie zauważyłam go. Poczułam motyle w brzuchu i rumieniec na policzkach. Czy maska i gruba warstwa makijażu była w stanie go ukryć?
Rowan w żaden sposób nie dał po sobie poznać, że mnie rozpoznał. Nie zamarł, a uścisk jego dłoni nie zelżał. Zdałam sobie sprawę, że moje przebranie musiało być naprawdę dobre. Uniosłam ponownie wzrok nabierając pewności siebie i wbiłam go w twarz chłopaka. Czarna maska sprawiła, że jego oczy wydawały się ciemniejsze. Były także znudzone, jakby taniec stał się dla niego monotonny.
Nim zdołałam się powstrzymać i pogłaskałam go kciukiem po wierzchu dłoni, co przykuło jego uwagę i zerknął mi w oczy. Pojawiło się w nich zainteresowanie, ale nie nagłe olśnienie. Uśmiechnęłam się kusząco.
Miała nastąpić zmiana partnera, ale ja pociągnęłam Rowana za rękę opuszczając parkiet. Nie sprzeciwił się, tylko dyskretnie zbliżył się do drzwi. Wyszliśmy z sali balowej i na chwilę zatrzymaliśmy.
Jego wzrok nadal był zaintrygowany. Bez publiczności mógł przyznać, że wie z kim ma do czynienia. Zaczęłam się zastanawiać czy powinnam się przejmować czy mnie rozpozna. Musiał mnie zapamiętać jako niską, piegowatą małolatę, którą rzadko można zobaczyć w innym kolorze niż czarnym, z obdartymi kolanami i zdolnością wpadania w sidła manipulatorów, którzy wykorzystują zakochane w nich, niewinne dziewice.
Teraz miał przed sobą ciemnowłosą piękność o zmysłowych ustach, tajemniczą i nieuchwytną.
Nie mógł wiedzieć kim jestem.
Wzięłam w dłonie jego krawat i znów się uśmiechnęłam. Patrzył na mnie z zaintrygowaniem, a jego palce przejechały po moim biodrze. Przechyliłam głowę, bawiąc się tą częścią garderoby. Odrobinę się nade mną pochylił, a ja uniosłam głowę i pocałowałam go niesamowicie zmysłowo. Zamarł na chwilę, ale potem niemal od razu wznowił pocałunek. Był taki jak zapamiętałam, obezwładniający.
Pociągnęłam go w stronę najbliższego pokoju, a gdy upewniłam się, że jest pusty, wciągnęłam go do środka. Była to pewnie jedna z wielu gościnnych sypialni, urządzona również bardzo luksusowo, ale nowocześniej niż reszta zamku. Popchnęłam go na łóżko, usłane burgundową pościelą, rozwiązałam jego krawat i zdjęłam kurtkę. Pod spodem miał jedynie białą koszulę, w której wypadał niezwykle blado. Ja się nie rozebrałam, ani nie pozwałam mu na to. Mógłby rozpoznać mnie po tatuażu.
Uniosłam podbródek chłopaka palcem i przewierciłam go spojrzeniem. Zerknęłam w znajome, zielone oczy. Pociemniały od rozszerzonych źrenic. Jego oddech dodatkowo był szybszy.
Gdy pocałował moją szyję długo i namiętnie, zastanowiłam się jak mogłam wcześniej domyślić się, że coś jest z nim nie tak. Wydawał się normalny, na tyle ile można być normalnym w takich warunkach. Pożądanie chyba nie należało do wyższych emocji. Nie mogłam przyczepić się do tego, że zabijał z zimną krwią, bo ja nie byłam lepsza. No właśnie, czy powinnam się nad sobą użalać? Byłam morderczynią.
Moje przemyślenia szybko rozwiał smak namiętnych pocałunków i to, że musiałam się skupić nad tym, żeby prawidłowo oddychać. Buty zsunęły mi się z nóg, gdy usiadłam mu na kolanach i rozpięłam jego koszulę. Przesunęłam dłonią po linii jego żeber, a paznokciami drugiej przejechałam po karku chłopaka. Jego skóra była delikatna i miękka w dotyku.
Pocałunki Rowana stały się coraz bardziej pożądliwe, moje zresztą też. Tym razem czułam ogromny żar. Jaka szkoda, że nic z tego nie wyjdzie.
Podciągnął do góry moją sukienkę, a następnie zaczął rozpinać swoje spodnie. W mojej głowie zapaliło się ostrzegawcze światełko. Złapałam jego obie dłonie i pocałowałam jak najdelikatniej w kącik ust. Zamarł i popatrzył na mnie. Wstałam powoli, a następnie ukłoniłam się nisko, patrząc mu w oczy. Miał zdezorientowany, płomienny wzrok. Uśmiechnęłam się kpiąco i w jednym momencie dostałam się do drzwi, wyjęłam klucz z dziurki, przedostałam się na drugą stronę i zamknęłam je od zewnątrz.
Czułam, że moje serce bije szybciej, gdy zmyłam się z korytarza, szukając najbliższego wyjścia. Byłam głupia, dokonałam własnej zemsty, zamiast skupić się na zadaniu. Wszystkich zawiodłam, ale nie mogłam tam wrócić.
Po drodze zobaczyłam jeszcze jedne uchylone drzwi na mojej drodze. Zza nich na korytarz wylewało się światło, słyszałam także przyciszone głosy. Nie mogąc się powstrzymać, zajrzałam tam dyskretnie. Zobaczyłam podobną sypialnię do tej, w której się przed chwilą znajdowałam. Na wielkim łóżku ujrzałam dwie postacie. Jedną znajomą, drugą nie. Pierwszą była Fanella. Musiałam przyznać, że jest wyjątkowo piękną dziewczyną. Miała bladą, gładką cerę, gęste, ciemne włosy oraz czarne oczy bez emocji. Teraz jednak takie nie były. Ich wyraz był łagodny, gdy patrzyła na drugą osobę. Był to chłopak, także o ciemnych włosach, raczej drobny. Nie rozpoznałam go, ale szczerze, to niezbyt mnie obchodziła jego tożsamość. Wiedziałam, że Fanella będzie wierna Rowanowi tak jak on jej.
Zapomniałam butów, ale to był drobiazg. Śpieszyłam się i niepotrzebnie zatrzymywałam. Wypadłam na zewnątrz zamku bocznym wyjściem i pobiegłam prosto do auta Josha.
– Jedź – powiedziałam pakując się na tylne siedzenie.
– Co się znowu stało? – spytał, zdejmując nogi z kierownicy i odpalając silnik.
Zdjęłam maskę, bo zaczęła mi przeszkadzać i zobaczyłam, że moje policzki pokrywa rumieniec. Mój wzrok był natomiast płomienny, a także odrobinę przestraszony. Serce biło mi jak szalone.
– Po prostu mnie stąd zabierz – mruknęłam.
– Czyżbyś spotkała… swojego kochanka? – Domyślił się. Mimo wszystko jego głos był łagodny.
Wyjechał na ulicę. Było już ciemno, więc nie mógł jechać tak szybko jak wcześniej.
– Zrobił ci coś? – Zmartwił się.
– Co? Nie, nie – jęknęłam. – Ale spotkałam go i nie mogę powiedzieć, że to nie przeszkodziło mi w wykonaniu zadania. – Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
– Poszłaś z nim do łóżka? – Zamrugał.
– Nie – powiedziałam szybko. – Po prostu… bardzo nie chciałam żeby mnie poznał, a gdy to się stało, nie miałam szans na zrobienie tego, po co przyszłam – skłamałam.
– Więc nic nie masz? – Zerknął na mnie zaskoczony.
– Patrz na drogę – nakazałam. – Nic nie mam – przyznałam. – Oprócz informacji, kto może wiedzieć, co z Darrenem. – Westchnęłam. – I tak nic z tym teraz nie zrobię.
Naokoło nas było zupełnie ciemno, więc nie mogłam powiedzieć ile jeszcze możemy jechać. Josh najwyraźniej bardzo dobrze znał tą drogę.
– Czego się dowiedziałaś?
– Mam imię wampirzycy, która może go znać – wymamrotałam. – Anastazja – przypomniałam sobie. – Ale… i tak trochę bałabym się z nią rozmawiać. Z tego co wiem, ma ponad tysiąc lat i w ogóle…
– Anastazja – powtórzył. – Nie słyszałaś o niej wcześniej?
– Słuchaj, dowiedziałam się o drugim dnie tego świata niecałe dwa miesiące temu. Mam prawo nie znać wszystkich. Jest coś, co powinnam o niej wiedzieć? – Uniosłam brwi.
–  Na przykład to, że była kochanką któregoś z królów – palnął. – Królów Polski oczywiście. I to dawno.
– Domyśliłam się. – Uniosłam brew. – Gdybym była tak potężna jak ona, nie bałabym się robić takich rzeczy. Ale popatrz na mnie.
– Myślałem, że go kochasz – powiedział spokojnie.
Zamrugałam zaskoczona.
– Mówisz o nim tak często i się przy tym rumienisz. Jesteś smutna, bo cię odrzucił… Nie jest ci obojętny – kontynuował.
– Masz rację – odparłam chłodno. – Ale marzę, żeby był mi obojętny.
Te słowa zakończyły naszą dzisiejszą rozmowę.
***
            Wróciliśmy późno w nocy. Wszyscy wtedy spali, więc nikomu nie powiedziałam, że nasz plan się jednak nie powiódł. Postanowiłam to naprawić. Jeśli będę musiała, wrócę tam. Choćby po buty.
            Cichutko poszłam do pokoju, który dzieliłam z Coltem i niesłyszalnie otworzyłam drzwi. Tak jak się spodziewałam, zajął łóżko. Najwyraźniej lubił wygody. Ale czemu nie spędził tej nocy z Danielle? Kayla musiała zacząć bać się ze mną spać.
            Westchnęłam ciężko, zabrałam z sypialni piżamę, a potem w łazience zmyłam makijaż i rozebrałam się do naga, a następnie weszłam pod prysznic. Stałam pod nim tak długo, aż strugi wody nie zmyły z włosów czarnego koloru.
***
            Gdy obudziłam się następnego dnia na kanapie, pierwszym co zrobiłam, było sprawdzenie godziny na ekranie telefonu. Oprócz tego, że wstałam dość wcześnie, zauważyłam, że dostałam wiadomość. I to nie od byle kogo. Była od Rowana.
Rowan: Dzisiaj mam trochę wolnego czasu.
            Zmarszczyłam brwi.
Ja: No to co?
            Minęło kilkanaście minut zanim odpisał.
Rowan: Chciałaś się spotkać.
Ja: A co z serią ważnych spotkań w Londynie?
            Miałam nadzieję, że czytając to, słyszał mój sarkastyczny głos.
Rowan: No właśnie. Pomyślałem, że mógłbym cię tam zabrać. Na parę godzin. Dosłownie.
Ja: Problem jest taki, że to na drugim końcu wyspy.
Rowan: Przecież nie pójdziemy tam piechotą. Samolot z Edynburga o jedenastej. Dasz radę?
            Zastanowiłam się. Gdybym wyruszyła już teraz, zdążyłabym. Do tego nikt nie mógłby mi przeszkodzić, bo o czwartej towarzystwo nadal było pogrążone w głębokim śnie.
Ja: Dam radę. Spotkajmy się na lotnisku dwie godziny wcześniej.
Rowan: W porządku.
            Nie miałam pojęcia, dlaczego chce się spotkać, ale może w końcu poszedł po rozum do głowy i postanowił mnie przeprosić. Uznałam to jednak za alternatywę, ale i tak zdecydowałam, że się nie wycofam. Przebrałam się szybko w czarną sukienkę w drobne, niebieskie i czerwone kwiatki z krótkim rękawem. Założyłam również pasek i ciepłą, dżinsową kurtkę z kożuszkiem ze względu na to, że pogoda tutaj lubiła być zmienna. Wciągnęłam na nogi rajstopy i ubrałam trampki. Musiało mi być wygodnie. Nie miałam zamiaru dzisiaj się malować.
            Do torebki spakowałam tylko niezbędne rzeczy, a potem po cichu wymsknęłam się z domu. Było ciemno, ale dzięki mapie w telefonie, udało mi się dotrzeć na dworzec autobusowy. Kupiłam bilet do Edynburga, a odjazd miał odbyć się za trzynaście minut. Oprócz mnie, czekała na niego jakaś para, niewiele starsza ode mnie i samotny około dwudziestolatek nie zdejmujący słuchawek z uszu. Ja także miałam zamiar spędzić podróż w ten sposób. Gdy autokar podjechał, wsiadłam do środka i po okazaniu biletu, zajęłam miejsce na przedzie i włożyłam słuchawki w uszy. Włączyłam losowe odtwarzanie i zatraciłam się w muzyce.
***
            Trzy godziny później wysiadłam z pojazdu na dworcu w Edynburgu. Było już jasno. Miałam trochę pieniędzy, więc bez problemu wystarczyłoby mi na taxi. Zamówiłam je i pojechałam na lotnisko. Usiadłam na ławce przy wejściu i zerknęłam znów na godzinę. Było wpół do ósmej. Co ja niby miałam robić tu przez pół godziny?
            Zdałam sobie jednak sprawę z tego, że powinnam się zastanowić nad tym, co zrobię jak już Rowan przyjdzie. Jak powinnam go przywitać? A jak rozmawiać? Cholera, w ogóle tego nie przemyślałam. Mogłam chociaż znów nałożyć kilo tapety na twarz, żeby nie widział rumieńców, które zapewne wykwitną mi na policzkach przy każdym jego spojrzeniu czy dotyku. Po ostatnim spotkaniu domyśliłam się, że nic mnie od tego nie uchroni.
 Zakupiłam jakiś kolorowy magazyn i przeskanowałam jedną stronę wzrokiem nie rozumiejąc nic z tego co przeczytałam. Poddałam się na tyle, że zaczęłam oglądać same obrazki. Hity modowe na lato 2013 rok. Rozjaśnianie końcówek jako nowy trend. Premiera ekranizacji jedynej książki, którą przeczytałam z własnej woli.
            Zaczęło mi się nudzić tak potwornie, że błagałam, żeby Rowan już przyszedł. Miałam gdzieś jak rozpoczniemy rozmowę, ani co się potem stanie. Nie byłam już w stanie wymyślać żadnych scenariuszy. Czułam w głowie jeden wielki mętlik. Co chwila zerkałam na godzinę i przysięgłam, że między 8:02 a 8:03 minęła wieczność. Czekało mnie jeszcze niecałe sześćdziesiąt minut tej męczarni, więc musiałam zapełnić sobie jakoś czas. Cztery razy odwiedziłam toaletę. Kupiłam najtańszy puder w lotniskowej drogerii i nałożyłam go na twarz przy lustrze w łazience. Okazało się, że jest trochę za jasny dla mojej cery i moja buzia wyglądała nienaturalnie w stosunku do skóry szyi, więc wszystko zmyłam i nie próbowałam kupować następnego.
            Zakupiłam też śniadanie w postaci wegetariańskiej kanapki. Była niesamowicie droga, ale przynajmniej pozbyłam się burczenia w brzuchu przez jakiś czas.
            08.46. Czułam się jak w szkole, gdy co chwila przyciskałam guzik odblokowania na telefonie, żeby zobaczyć ile jeszcze do końca lekcji. Nie sądziłam, że to powiem, ale to co działo się teraz, wydawało mi się bardziej męczące.
            09.05. Nadal nic. Jak tylko tu stanie, zabiję go. Nie dość, że byłam tu ponad godzinę przed czasem, to on jeszcze się spóźnia.
            09.10. Po prostu nie wytrzymam. Jeśli mnie oszukał, pójdę do niego i będzie się modlił, żeby moją zemstą było jedynie niezaspokojenie jego męskich potrzeb.
            09.13. Zobaczyłam go. Już dawno nie widziałam go w normalnych ciuchach, a teraz miał na sobie kurtkę bardzo podobną do mojej, lecz wykonaną z ciemniejszego dżinsu, czarny podkoszulek i spodnie. Często nosił trampki i teraz również miał je na sobie. Wyglądał prawie jak dawniej. Zobaczył mnie, więc uśmiechnął się całkiem miło i podszedł bliżej.
            – Spóźniłeś się. – Założyłam ręce na piersi.
Miałam niskie buty, więc sięgałam mu niżej niż ostatnio. Zaledwie do szyi.
– Przepraszam. – Chował coś za plecami.
– Musiałam tu czekać prawie dwie godziny. – Westchnęłam, zastanawiając się co to.
– Biedactwo – zakpił, a potem wyraz jego twarzy zrobił się mniej pewny. – Wiesz, właściwie, to mam coś dla ciebie. – Wyjął zza pleców śliczną, różową różę. Miała też srebrną wstążeczkę.
Ujęłam kwiat w palce i zerknęłam na chłopaka. Uśmiechnął się krzywo. Ten mały gest wydał się tak niewinny i słodki, że poczułam na sercu dziwne ciepło. Nie czułam nic takiego podczas rozmów z Rowanem. Nigdy.
– Dziękuję – powiedziałam, odwzajemniając uśmiech mimowolnie.
– Wiem, że czarny to twój ulubiony kolor i nigdy nie widziałem cię w różowym, ale myślę, że byłoby ci w nim równie ładnie, chociaż osobiście uważam, że w czerni ci najlepiej…
Znów poczułam to dziwne ciepło. W jego głosie usłyszałam pewną nieśmiałość, może nawet czułość. Była tak wiarygodna, że zapomniałam na chwilę o jego prawdziwej naturze.
– Jesteś uroczy – szepnęłam i powąchałam różę. – Ale z jakiej to okazji?
– To będzie najlepsza randka w twoim życiu – zapewnił, a ja aż uniosłam brwi z wrażenia.
Nie spodziewałam się po nim czegoś takiego. Nigdy. Tylko czy mogłam mu ufać? Przecież udałoby mi się świetnie bawić na tej randce, ale jednocześnie też być ostrożna.
Dotknęłam jego dłoni. Drgnęła, ale ścisnęłam ją pewnie.
– Dlaczego akurat Londyn, co? – spytałam.
– To moje ukochane miasto – przyznał. – Byłaś tam kiedyś?
– Tak i też całkiem je lubię. Nie przepadam tylko za tutejszą pogodą. Ogólnie w Szkocji jest chyba zimniej, co?
– Tęsknisz za upałem Karoliny? – Zaśmiał się.
– Okropnie. Co ja bym oddała, żeby iść na plażę, poopalać się, popluskać w wodzie…
– Czyli dałem plamy jeśli chodzi o miejsce randki? – Skrzywił się. – Za tydzień wybieram się do Hiszpanii…
Popatrzyłam na niego unosząc brew.
– Nie kombinuj. Chyba nie powinieneś się za często ze mną pokazywać.
– Bo co mi zrobią? – zapytał.
Wzruszyłam ramionami. Następnie w milczeniu przeszliśmy przez wszystkie bramki, odprawy, a lot do stolicy Anglii minął niezręcznie. Nie miałam z nim prawie żadnych tematów do rozmów. Liczyłam na przeprosiny, ale zdawał się ignorować wszystko, co wynikło z naszej ostatniej rozmowy. Byłam mu za to wdzięczna.
Po opuszczeniu lotniska Rowan zatrzymał się. Pogoda nie była zła.  Nie widziałam zbyt wielu chmur, już nie mówiąc o deszczu.
– Może tak… czego tu nie odwiedziłaś, a chciałabyś? – spytał.
Wzruszyłam ramionami.
– W sumie widziałam już chyba wszystko, co jest tu ciekawego do zobaczenia – przyznałam. – Zawsze możemy iść do McDonalda i kina, tak jak proponowałam.
Popatrzył na mnie.
– Nie ma mowy – powiedział. – To będzie coś więcej.
Zaśmiałam się rozczulona.
– Co cię tak nagle naszło, żeby być dla mnie miłym?
Umilkł rumieniąc się.
– Nieważne. Zresztą drugi powód, dla którego nie zjemy dzisiaj w McDonaldzie to taki, że sam zrobię ci kolację – wyjaśnił zadowolony z siebie.
– Naprawdę? – Zamrugałam. – Umiesz gotować?
– Umiem. – Wziął mnie za rękę i poprowadził do najbliższej taksówki. – Mam tu apartament, ale jeszcze wcześniej musimy iść na zakupy.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Jego zachowanie tak odbiegało od codzienności, że to było niepokojące. Jednak musiałam przyznać, że to zmiana na lepsze. Przemknęło mi też przez głowę, że może coś knuć, ale zgodnie ze wcześniejszym postanowieniem, uznałam, że mogę rozkoszować się randką będąc czujna.
Rowan nakazał kierowcy pojechać do centrum miasta. Tam odwiedziliśmy pierwszy lepszy sklep.
– Masz już jakiś pomysł co do kolacji? – spytałam, prowadząc wózek przez dział z owocami i warzywami.
– Tak. – Zerknął na małą karteczkę, na której prawdopodobnie miał wypisaną listę zakupów. – Pieczeń jagnięca i…
– Jestem wegetarianką – wtrąciłam.
Uśmiechnął się krzywo i zmiął kartkę w dłoni.
– To nic. – Wzruszył ramionami. – Możemy zjeść sałatkę.
– Nie przesadzaj. Ryba byłaby w porządku. Łosoś na przykład – odparłam. – Robiąc sałatkę nie popiszesz się zdolnościami kulinarnymi. – Zaśmiałam się.
Zerknął na mnie.
– Po prostu chcę zrobić coś, co będzie smakowało tobie – wymamrotał.
– To co? Łosoś?
– Okej. Ja po niego pójdę, ty weź majonez – zarządził, biorąc z półki cytrynę. – Jeszcze jedno. Co byś chciała do picia? Wiem, że nie lubisz alkoholu…
Westchnęłam.
– Woda gazowana.
– Zgoda. – Kiwnął głową i poszedł do stoiska z mięsem oraz rybami.
Ja tymczasem rozejrzałam się za majonezem. Gdy odszukaliśmy wszystkie potrzebne produkty, zapłaciliśmy za całość i wyszliśmy z supermarketu. Chłopak poniósł sam wszystkie zakupy.
– No, prowadź do tego swojego pałacu – zakpiłam.
– Wyciągniesz mi klucze z kieszeni? – spytał.
Podeszłam do niego i wyjęłam je. Miały przywieszkę z czerwoną budką telefoniczną. Uśmiechnęłam się.
– Musisz rzeczywiście kochać Londyn – uznałam idąc za nim do wysokiego, oszklonego budynku, znajdującego się niedaleko.
– Tak jest – przyznał. – Mógłbym tu mieszkać i codziennie chodzić tymi ulicami. To takie cudowne miejsce. – Uśmiechnął się rozmarzony.
Weszliśmy przez obrotowe drzwi, minęliśmy recepcję i podeszliśmy do windy. Wystrój całego hallu wydał zachował się w stylu skandynawskim. Podejrzewałam, że apartament może być podobny.
– Przeprowadziłeś się do USA z Rosji, tak? A wcześniej mieszkałeś na Białorusi? – zapytałam, gdy drzwi rozsunęły się i wkroczyliśmy do środka.
– Tak – przyznał. – Chyba ci to już mówiłem.
Wzruszyłam ramionami. Rowan wcisnął guzik z przedostatnim piętrem, a winda ruszyła na górę.
– I to dlatego masz taki ładny akcent.
Zerknął na mnie.
– Podoba ci się?
– Tak – przyznałam. – Jest słodki. Słyszałam, że na Białorusi już praktycznie nie używa się ojczystego języka, a zamiast niego rosyjski. Po jakiemu ty mówisz?
– W obu – odparł. – I to prawda. Ale teraz nie jest tam tak źle jak wszyscy myślą.
– Ale ty nie wróciłeś – zauważyłam. – Nie masz tam żadnej rodziny? – spytałam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
– Mam. Dziadków. – Drzwi się rozsunęły, więc wyszliśmy na korytarz.
Chłopak podszedł do drzwi po prawej stronie i zaczekał aż otworzę. Zrobiłam to i weszłam do środka. Wystrój średniej wielkości apartamentu był taki jak się spodziewałam. Nie pasował mi do Rowana.
– Ty tutaj urządzałeś? – spytałam zerkając na salon z dużymi, przeszklonymi oknami, z których była widoczna panorama Londynu. Po drugiej stronie zobaczyłam nowoczesną kuchnię i parę drzwi umieszczonych w ścianie naprzeciwko.
– Nie – odpowiedział, kładąc zakupy na wyspie kuchennej. – To apartament, w którym zatrzymuję się zawsze, gdy mam w stolicy jakiś interes. Właściwie to tylko tu śpię.
– Tak myślałam – przyznałam.
– Hm? – Zerknął na mnie.
– No bo… – Zarumieniłam się. – Kojarzysz mi się z królewskimi wygodami, a nie mieszkankiem dla średnio nadzianego biznesmana – wymamrotałam.
Podszedł do mnie i popatrzył na mnie rozbawiony.
– Królewskimi wygodami? – powtórzył.
– No wiesz, satyna, złote obicia…
Uśmiechnął się.
– Może rzeczywiście coś tam o mnie wiesz.
Ciekawe skąd, pomyślałam.
Wzięłam do ręki paragon ze sklepu, podczas gdy on zaczął wkładać produkty do lodówki.
– Tu serio jest tak drogo? – Uniosłam brwi. – Miałeś jakiś kupon, ale nawet 25% taniej to wszystko kosztuje dwa razy więcej niż w Karolinie. Ten łosoś musiał wcześniej cenić sobie aż… – urwałam, bo się na mnie popatrzył.
– Mówi to dziewczyna, która wydała wszystkie swoje oszczędności na narkotyki.
Poczułam, że czerwień zalewa moje policzki. A miało być tak pięknie.
– Ale mimo wszystko, jestem pod wrażeniem tego, jak szybko to obliczyłaś.
– Lizus. – Wywróciłam oczami. Postanowiłam ukryć to, że lekko zranił mnie tą wzmianką.
Wzruszył ramionami i ruszył do salonu, a następnie rozwalił się na kanapie. Niepewnie usiadłam obok, kładąc dłonie na kolanach.
– Mamy jeszcze sporo czasu do wieczora – zauważył, zerkając na ścienny zegar. – Możemy gdzieś iść, rozmawiać, grać w karty czy gry planszowe…
– Chyba nie chce mi się wychodzić. – Uśmiechnęłam się krzywo. – Gry brzmią świetnie.




_____

Hej! Wiem, że długo nie było ode mnie żadnych wieści i rozdział nie wyszedł tak jak przewidywałam, ponieważ miał być dwa razy dłuższy, ale ponownie postanowiłam go podzielić, ale przynajmniej jest wcześniej. Wiem, że bardzo długie rozdziały to często nic przyjemnego. Ten chyba jest przystępny. 
Przy okazji chciałabym życzyć wszystkim wesołych świąt. :)