niedziela, 17 maja 2015

Rozdział szesnasty

„Kochanie, to co boli najbardziej, to to, że stałeś się tak zimny
Ranisz moje serce, zostawiłeś mnie w ciemności
Teraz muszę coś zmienić, bo nie chcę widzieć twojej twarzy
Skrzywdzę cię bardzo mocno, rozpadniesz się na kawałki.”

Kayla

            Gdy wróciłam do domu, chwilę pogadałam z Marie, Jules i Joshem, pomogłam im z kolacją, po czym wróciłam do sypialni, którą dzieliłam z Danielle. Próbowałam zasnąć, ale nie szło mi zbyt dobrze. Gdy obrałam sobie za cel pozbycie się przygnębiających myśli, lecz było to niezbyt możliwe biorąc pod uwagę to, że na niczym innym nie potrafiłam się skupić. Gdy usłyszałam kroki na parterze oraz schodach, a następnie szczęk otwieranych drzwi Josha i Alexa, a następnie kolejne uderzenia stóp o podłogę na dole, postanowiłam zejść tam i powiedzieć Dany, że jako pierwsza zamierzam skorzystać z naszej łazienki, więc wstałam z naszego łóżka, delikatnie otworzyłam drzwi do pokoju by nikogo nie obudzić i przymierzyłam się do zejścia na dół. Nie zaświeciłam lampy na korytarzu i stawałam na stopniach schodów najciszej jak potrafiłam. Zatrzymałam się dopiero na przedostatnim, gdy moje oczy dostrzegły moją przyjaciółkę i Colta obściskujących się w kącie dolnego korytarza. Ręce Danielle były splecione na jego karku.
            – Chodźmy na górę – zaproponował przyciszonym głosem, przejeżdżając dłonią po jej talii.
            Dziewczyna odsunęła się od niego lekko.
            – Naprawdę sądzisz, że jestem aż taka łatwa? – Jej twarz wykrzywił nieco wredny uśmieszek.
            Był do mnie odwrócony tyłem, więc nie mogłam zobaczyć jego miny, natomiast nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Dany poklepała go protekcjonalnie po policzku, po czym jej wzrok pomknął w stronę schodów i tym samym, na mnie. Odruchowo wycofałam się i w mig znalazłam się na wyższym piętrze. Nie miałam pojęcia czy dziewczyna może być na mnie zła za podsłuch, ale ja z pewnością na jej miejscu nie byłabym zachwycona, wobec tego nie udałam się do naszego pokoju, a do tego należącego do Jules. Zdecydowałam się spytać czy mogę u niej spędzić noc i moje zdziwienie było ogromne, gdy jej tu nie zastałam. Rozglądnęłam się dokładnie po jej sypialni. Łóżko było pościelone, a piżama starannie złożona na pościeli jakby nie miała czego robić na poczekaniu, więc posprzątała pokój.
            Usłyszałam kolejne kroki na schodach, więc spodziewałam się Colta w progu tych drzwi, ale się to nie stało. Po jakimś czasie doszły do mnie następne dźwięki z niższego piętra. Te były przyciszone jakby ich nadawca starał się nie zwracać na siebie uwagi. Wyszedł po schodach, a gdy otworzył drzwi tego pokoju, aż się wzdrygnęłam. Moim oczom ukazał się Josh z przesiąkniętą wodą koszulką, niosących w ramionach bezwładne, drobne ciałko należące do Jules. Chłopak też wydał się zdziwiony moim widokiem.
            – Kayla? – jęknął.
            Przerzucałam spojrzenie z niego na dziewczynę ze zdezorientowaną miną. Josh szybko położył ją na łóżku i zamknął za sobą drzwi na klucz. Zdołałam lepiej się jej przyjrzeć. Ociekała z niej woda, a sama była opatulona kurtką i kominem. Chciałam zmierzyć jej temperaturę, ale moja ręka zawisła w powietrzu, gdy usłyszałam słowa chłopaka:
            – Ostrożnie.
            – Przydałoby się ją przebrać, jej ciuchy są mokre – zauważyłam.
            Przełknął ślinę jakby się zastanawiał czy to dobry pomysł.
– Dobra – zgodził się w końcu.
            – Powiedz mi co jej się stało – poprosiłam, zdejmując z niej kurtkę. Podeszłam do szafy i znalazłam wyglądającą na ciepłą, czarną bluzę bez zamka i kaptura. Zsunęłam z dziewczyny sukienkę i rajstopy, założyłam moje znalezisko oraz dresowe spodnie, a następnie otuliłam ją kołdrą.
            Josh wyjaśnił mi wszystko. O tym jak dowiedział się kim jest Jules, o jej początkowej nieufności, o jej chęci naprawienia się, pomocy mnie i w końcu jej głupocie. Szczerze to spodziewałam się po niej takiego zachowania. Już podczas naszego pierwszego spotkania okazała się tą bezmyślną i oddaną przyjaciółką. Zauważyłam też, że starała się to jak najlepiej ukrywać, zwłaszcza ostatnio, ale wiedziałam, że zależy jej na naszym dobrze. Gdy usłyszałam co chciała dla mnie zrobić, pierwsze określenie Jules jakie przyszło mi do głowy to „Kompletna idiotka, która w ogóle nie myśli. Zero mózgu”, ale byłam jej naprawdę wdzięczna.
            – Wiedziałem, że jej się nie uda, ale nie znam jeszcze konsekwencji. – Josh westchnął.
            – Ale obudzi się, prawda?
            – Tylko zemdlała – oświadczył. – Musiałem ją wynieść z jeziora jak jakąś rusałkę – zakpił.
            Skoro żartował, oszacowałam, że nie mogło stać się nic poważnego.
            – Kiedy powinna się obudzić?
            Znów na nią spojrzałam. Jej wilgotne włosy rozsypały się na poduszce, a twarz zastygła w łagodnym wyrazie. Może tylko troszkę pobladła.
            – Kayla? – usłyszałam głos chłopaka.
            – Hm? – Przeniosłam wzrok z powrotem na niego.
            – Mogłabyś na razie nikomu o tym nie mówić? – spytał nieśmiało. – Niepotrzebnie ich martwić i… – umilkł krzywiąc się.
            Spojrzałam mu w oczy, próbując zamaskować nieufność. Od początku wydawał mi się nieco dziwny, a sytuacja z jego udziałem, w wyniku której poszkodowana została Jules utrwaliła mnie w tym przekonaniu. Nie byłam też zadowolona, że Alex wygadał mu wszystkie szczegóły planu. Jasne, przyjaźnili się, ale ja na przykład znałam go zaledwie dobę.
            – Zgoda, nie powiem – oświadczyłam w końcu, wykorzystując okazję do wzbudzenia w nim zaufania.
            – Więc zostań tu z nią na noc – poprosił. – Zamknij się na klucz i nie wpuszczaj Colta ani nikogo.
            – Czemu ty nie zostaniesz? – Zerknęłam na niego pytająco.
            – To byłoby nieco podejrzane, nie uważasz? Twoje miejsce w waszym pokoju i tak jest znając życie zajęte. – Skrzywił się lekko, podchodząc do wyjścia i ostrożnie chwytając za klamkę.
            – Czekaj, co? – Zamrugałam, ale w odpowiedzi uzyskałam szczęk zamykanych drzwi. Również do nich podeszłam, zamknęłam je na klucz i zgasiłam światło.  – Och, Jules. – Pokręciłam głową z dezaprobatą, kładąc się obok.

Alex

            Rano pierwszym co zrobiłem, było podejście pod wspólny pokój Dany i Kayli. Chciałem porozmawiać trochę o tym, co się wczoraj wydarzyło. Mimo iż wymianie ze sobą śliny we trójkę nie należało do najprzyjemniejszych, może mogła mi coś na ten temat wyjaśnić.
            Zapukałem, ale otworzenia drzwi doczekałem się dopiero po chwili. Osobą, która stanęła w progu nie była dziewczyna, ale Colt. Miał na sobie jedwabny, niebieski szlafrok w kwiaty wiśni, który rozpoznałem jako własność Danielle.
            – Rezydencja Danielle Scott – powiedział ze spokojnym uśmiechem na twarzy. – W czym mogę służyć?
            Wywróciłem oczami.
            – Jest Dany? – spytałem.
            – Kąpie się – wyjaśnił miłym tonem.
            Usłyszałem szczęk zamka drzwi znajdujących się w pomieszczeniu, więc przeniosłem na nie wzrok. Tym razem ujrzałem pożądaną przeze mnie osobę. Dany miała na sobie tylko ręcznik. Gdy mnie dostrzegła, sprawiała wrażenie zaskoczonej.
            – Hej, Alex. Chciałeś mnie widzieć? – spytała z ziewnięciem.
            – Tak – przyznałem. – Moglibyśmy pogadać?
            Wzruszyła ramionami.
            – Jasne, siadaj – zaproponowała, podchodząc do Colta, biorąc go za rękę i siadając z nim na kanapie. – Tam masz krzesło. – Pokazała na nie.
            Westchnąłem.
            – Wolałbym we dwoje – oświadczyłem, unosząc brew.
            – Nie krępuj się przy nim. – Zaśmiała się.
            – We dwoje – powtórzyłem rozdrażniony.
            Colt wzruszył ramionami.
            – Nie szkodzi – oznajmił wstając. – Wrócę potem, żeby… oddać ci szlafrok. – Mrugnął do niej i opuścił sypialnię.
            Dany podążyła za nim wzrokiem, po czym znów przeniosła go na mnie, odgarniając jasne włosy za ramię.
            – Znalazłaś sobie nowego pieska pokojowego? – Uniosłem brwi.
            Posłała mi krzywy uśmiech.
            – Uważaj, żebyś nie dostała pcheł – dodałem rozsiadając się na krześle.
            – A co? – Poprawiła ręcznik na sobie. – Wolałbyś zająć jego miejsce? – Uśmiechnęła się okręcając lok wokół palca.
            – Traktować to jako zaproszenie? – Przyjrzałem jej się uważnie.
            – Jeśli nie przeszkadzają ci pchły…
            Mój wzrok ześlizgnął się na jej usta. Nawet bez makijażu i po wyjściu spod prysznica, wyglądała bardzo dobrze. Długie, podkręcone rzęsy okalały jej śliczne oczy, które w tym momencie były uwodzicielsko zmrużone.
            – Bądź pewna, że skorzystam. –Wstałem przeciągając się rozkosznie i ruszyłem ku wyjściu. – Jak tylko wyrzucisz go na zbity pysk.

Jules

            Jeszcze zanim otworzyłam oczy, poczułam bliskość drugiego ciała tuż obok. Przeczesałam palcami włosy i ujrzałam Kaylę, skuloną na drugiej stronie łóżka. Chyba też już nie spała, bo gdy przeciągnęłam się, rozchyliła leniwie powieki.
            – O Boże, jak się cieszę, że to ty – mruknęłam z powrotem opadając na poduszki. – Mogłam się obudzić obok jakiegoś… nieważne. – Skrzywiłam się i zerknęłam na nią.
            Spojrzenie jej ciemnoniebieskich oczu było przenikliwe i nieufne.
            – Jak się czujesz? – spytała marszcząc brwi.
            – Co masz na myśli?
            – Wiem, co się wczoraj stało – oznajmiła. – Straciłaś przytomność. W jeziorze. Z Joshem – przypomniała.
            I tym sposobem zdusiła ostatnią chwilę słodkiej nieświadomości. Dopiero teraz dotarły do mnie wspomnienia z ostatniej nocy i moje jakże bohaterskie poświęcenie. Nie mogło pójść na marne. Zdobyłam od demonów tę cholerną moc. Teraz tylko wystarczyło ją wypróbować.
            Moja ręka skrycie powędrowała do szczeliny pomiędzy materacem, a ramą łóżka, gdzie trzymałam nóż. Wyjęłam go i błyskawicznym ruchem rzuciłam się na Kaylę, strącając ją na podłogę, a następnie usiadłam na niej okrakiem i wbiłam w ostrze w podłogę, tuż obok jej głowy. Dziewczyna spojrzała na mnie rozszerzonymi, przestraszonymi oczami.
            – Co ty robisz? – spytała próbując mnie odepchnąć. Powinna mieć dużo siły, ale zaskoczenie zdawało się jej ją pozbawić.
            – Muszę się przekonać czy dam radę cię wskrzesić po tym, jak cię zabiję – wytłumaczyłam spokojnie.
            – Zwariowałaś – jęknęła.
            – I tak jesteś martwa – przypomniałam przyszpilając kolanami jej ręce do ziemi. – Więc to nie będzie nawet morderstwo, naprawdę.
            Spróbowała mi się wyrwać, ale mój uścisk był stalowy.
            – Skąd ty masz tyle siły? – wychrypiała.
            Wyrwałam nóż z podłogi i zamachnęłam się nim na nią. Nie trafiłam w jej serce, bo ktoś złapał mnie za nadgarstek i boleśnie wykręcił mi rękę. Jęknęłam i upuściłam ostrze, które upadło na podłogę obok nas.
            – Jules – usłyszałam głos Josha, kiedy odciągnął mnie od wampirzycy i przytrzymał mi dłonie. – Cholera jasna!
            Kayla chwiejnie wstała patrząc na mnie z niedowierzeniem. Objęła się ramionami i usiadła na łóżku.
            – Miałaś zamknąć drzwi, ale jak widać, dobrze, że tego nie zrobiłaś. – Chłopak westchnął.
            Wampirzyca zamrugała patrząc to na niego, to na wejście. Jej wzrok był jeszcze bardziej zdezorientowany.
            – Zamknęłam je zanim poszłam spać – oznajmiła.
            Uścisk na moich nadgarstkach lekko się rozluźnił.
            – Puszczę cię teraz, ale będziesz stała spokojnie, dobrze? – wyszeptał mi do ucha. Skinęłam głową, więc mnie puścił. – Dlaczego chciałaś ją zabić? – spytał
            – Żeby sprawdzić czy będę potrafiła na nowo ją wskrzesić – oznajmiłam lekkim tonem.
            Złapał mnie za ramię i okręcił w swoją stronę, mierząc ostrożnym spojrzeniem. Chwycił mnie za podbródek i zajrzał w oczy jakby doszukiwał się w nich oznak szaleństwa.
            – Ty naprawdę wierzysz, że ci się udało – stwierdził.
            – Posłuchaj, jestem pewna swojego sukcesu – oświadczyłam odsuwając się. – Przepraszam, Kayla – powiedziałam do dziewczyny. – Ja po prostu… – Westchnęłam. – Naprawdę na to liczę. Gdybym spróbowała wskrzesić komara, to by mi na tym nie zależało, prawda?
            Brunetka spojrzała na mnie nieufnie.
            – Tak też się nie robi – burknęła przeczesując palcami włosy.
            – Co pamiętasz z wczorajszej nocy? – spytał Josh zakładając ręce na piersi.
            – Wezwaliśmy demony, po czym ja zasłabłam – oznajmiłam.
            Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
            – Naprawdę to pamiętasz – zauważył.
            – Oczywiście – przyznałam zdezorientowana.
            Josh westchnął i znów zajrzał mi w oczy.
            – Ale wiesz, że nie otrzymałaś żadnej mocy, prawda? – zapytał łagodnie.
            Spojrzałam na niego zbita z tropu. Przecież tak pragnęłam tej mocy i to w dobrym celu. Ktoś kogo mogłam nazwać przyjacielem powinien wziąć to pod uwagę i użyczyć mi potężnej umiejętności. A może się myliłam?
            – To niemożliwe – dodał z westchnięciem. – Ostrzegałem cię, ale ty nie słuchałaś. Powinnaś się więc cieszyć, że nie naraziłaś się na ich gniew i nie stało ci się nic poważnego. Do tego radzę ci znów tego nie próbować. Ani ich wzywania, ani zabijania Kayli. – Miał surowy wyraz twarzy.
            – Przepraszam – odezwałam się do dziewczyny, ale ona odsunęła się.
            – Nie będę rozmawiać z kimś, kto ma objawy schizofrenii – odparła dumnie unosząc głowę.
            – Chciałam dobrze… – szepnęłam.
            – …a wyszło jak zwykle – dokończyła. – Już to kiedyś słyszałam. – Jej spojrzenie zmiękło. – Naprawdę dziękuję za starania. – Skrzywiła się.
            Spuściłam głowę.
            – Natomiast dalej możesz pomóc – oświadczył chłopak. – Jest niedziela, nie mam nic do roboty, mogę cię zawieść do zamku na rozmowę z królem. – Wzruszył ramionami. – Zdobędziesz zaproszenie i…
            – Zgoda, pójdę tam dzisiaj – oznajmiłam.
            – Powinniśmy załatwić to ja najwcześniej rano – zauważył. – Przebierz się w coś bardziej formalnego i po śniadaniu jedziemy, okej?
            – Okej.
            – Ja pójdę do siebie – zaproponowała Kayla. – Mam tam wszystkie rzeczy. – Uśmiechnęła się krzywo, minęła mnie i pospiesznie wyszła. Podążyłam za nią wzrokiem.
            – No, ruchy, ruchy. – Poklepał mnie po ramieniu i również odszedł biorąc ze sobą mój nóż.
            Westchnęłam i zajrzałam do szafy, poszukując dosyć eleganckiej białej jedwabnej koszuli i czarnych spodni z wysokim stanem. Gdy je znalazłam wzięłam jeszcze dużą, dżinsową, jasnoniebieską kurtkę na wypadek gdyby było zimno oraz bieliznę na zmianę i ruszyłam do łazienki. 
            Odświeżyłam się, zakręciłam loki, przebrałam się i umalowałam, zwłaszcza, że przez okres obsypało mnie na czole.
            Gdy skończyłam, wyszłam i zeszłam na śniadanie. Wszyscy byli już tutaj obecni, ale nie wyglądali na kogoś, kto ma zamiar dzisiaj wyjść z domu. Colt miał nawet narzucony na siebie szlafrok należący do mojej siostry, co jawnie mnie rozbawiło. Ku mojemu zdziwieniu Alex również zdawał się mieć dobry humor.
            – Słyszeliśmy, że wybierasz się do zamku – odezwała się Dany, gdy usiadłam przy stole i wzięłam do rąk kromkę, którą następnie posmarowałam wiśniowym dżemem.
            – Mhm – przyznałam. Uznałam, że nikt poza Joshem i Kaylą nie wie o moim wybryku.
            – Wiesz jak się zachować przy rodzinie królewskiej? – Zachichotała.
            – Mam wrażenie, że bardzo chcesz, żebym tam poszła – przyznałam zirytowana. – Dlaczego?
            Wzruszyła ramionami.
            – Tylko ty się do tego nadajesz. – Uśmiechnęła się złośliwie. – Ja na pewno nie wyszłabym tak dobrze przy kimś, kto nosi koronę. – Mrugnęła do mnie.
            – Jesteś już gotowa? – spytał Josh zanim zdążyłam odpowiedzieć siostrze.
            – Tak.
            – A pamiętasz co masz powiedzieć? – Alex zmarszczył brwi. – Chyba powinniśmy jeszcze o tym pogadać.
            – Nie trzeba. Mam poprosić o zaproszenie i w skrajnym wypadku wspomnieć o Hayden. Poradzę sobie – zapewniłam.
            Chłopak patrzył na mnie chwilę w skupieniu, po czym ku mojemu zdziwieniu, uśmiechnął się.
            – Jestem pewien, że doskonale będziesz wiedziała, co masz powiedzieć – stwierdził.
            Zmarszczyłam czoło, ale w końcu wzruszyłam ramionami i ruszyłam do wyjścia.
            – Jest ciepło na zewnątrz? – spytałam lekceważąco Josha, który zrównał ze mną krok.
            – Wystarczająco – oznajmił, zanim otworzyłam drzwi.
            Wyszliśmy na zewnątrz, a ja skierowałam się do granatowego BMW stojącego przy wjeździe. Chłopak odblokował drzwi i usiadł na miejscu kierowcy, ja natomiast zajęłam miejsce pasażera. W milczeniu odpalił silnik i wyjechał na drogę.
            Miasto było tak małe, że już dojeżdżaliśmy do jego granic. Moim oczom ukazały się kolejne zielone pagórki, a ku memu zdziwieniu pogoda dzisiaj była doskonała. Słońce raziło mnie w oczy, więc wzięłam leżące przede mną okulary i założyłam je.
           Całą drogę jechaliśmy w ciszy. Chciałam wyciągnąć słuchawki i posłuchać muzyki, ale oczywiście nie mogłam. Mój telefon został porwany. Czułam przez to poirytowanie, ale to nic, naprawdę nic w porównaniu z tym, co jeszcze Rowan zrobił, wszystko poszło nie tak. Oddałam mu się tylko po to, żeby utrzymać go przy sobie, a nie dlatego, że chciałam. Czułam się tragicznie z faktem, że straciłam dziewictwo w tak młodym wieku i to jeszcze bez wielkiej chęci. Pół biedy jeśliby mi się podobało, ale on po prostu nie był wystarczająco czuły i mało delikatny, żebym czuła się komfortowo. Do tego Rowan dbał właściwie tylko o własne potrzeby, a ja mogłam to przewidzieć wcześniej. Nie było między specjalnie namiętnie, ani romantycznie. Jeśli on tak wywnioskował z mojego zachowania, to umiałam nieźle kłamać. Jedyny plus całej tej sytuacji był taki, że już wszystko miałam za sobą i powinnam bardziej docenić następny stosunek, z kimś innym. Byłam bardzo młoda, miałam prawo jeszcze wiele razy się zakochać.
            Zastanowiłam się co by było, gdy to Chris był tym pierwszym, przed którym rozłożyłam nogi. Znałam go od dwóch lat, ale nigdy nie sprawiał wrażenia czułego czy delikatnego. Był raczej typem milczącego, ale nie nieśmiałego faceta. Uśmiechał się szorstko, a uśmiech nigdy nie sięgał mu oczu. Bywał oschły, mało subtelny i miał swoje dziwne, osobliwe poczucie humoru. Zakochałam się w nim do szaleństwa przez te ciemne blond włosy sięgające ramion, jasnozielone często zmrużone oczy, metyskie rysy i pieprzyk na powiece.
Zakochałam się w nim do szaleństwa, bo gdy miał gorszy dzień i charakterystyczne dla siebie nieprzyjemne spojrzenie, łagodniało ono na mój widok. Bo mało rozmawialiśmy przez skype, a raczej słuchałam wtedy jak gra na perkusji. Bo gdy chodziliśmy na koncerty, nigdy nie pozwolił mi iść do pogo twierdząc, że jestem taka mała, że na pewno mnie stratują. Bo gdy spytał się mnie, gdzie chciałabym, żeby zrobił sobie tatuaż, odpowiedziałam, że na dupie, a on go tam zrobił. Bo wiele razy próbował bezskutecznie nawrócić mnie na chrześcijaństwo. Bo gdy z nim zerwałam uznał, że trzeba to uczcić i razem ze mną zapalił skręta.
Zawsze myślałam, że to właśnie z nim jako pierwszym się prześpię. Że zrobię to z milości i wzajemnego pożądania. Że będę starsza. I że nie będę tego żałować.
– Śpisz? – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Josha.
– Co? – Zamrugałam zerkając na niego. – Dojechaliśmy?
– Prawie. – Wzruszył ramionami. – Jedziemy już od dwóch godzin.
Otworzyłam szeroko oczy. Niemożliwe, że na rozmyślaniach czas zleciał mi tak szybko.
            – Pójdziesz tam ze mną? – spytałam.
            Westchnął.
            – Nie.
            – Dlaczego tak się uparliście, żebym ja tam poszła? – syknęłam z irytacją.
            – Powiedzieli mi, że ty na pewno dogadasz się z królem. – Wzruszył ramionami.
            – Aha – odparłam lakonicznie i przez dalszą drogę już się nie odzywałam.
            Gdy dotarliśmy pod dobrze znany mi zamek, otoczony tylko pustkowiami i trochę dalej przepięknymi dolinami, czułam coraz mniejszą pewność siebie. Zwłaszcza jeśli miałam iść tam sama.
            – To co? Czekasz tu na mnie? – zapytałam Josha, wysiadając z auta.
            – Tak. – Rozsiadł się wygodnie, wykładając nogi na kierownicę i wyjmując telefon. – Miejmy nadzieję, że to nie potrwa długo.
            Uśmiechnęłam się, niekoniecznie z wesołości, pomachałam mu i ruszyłam w stronę głównych drzwi. Były ogromne i obejmowały przynajmniej dwa piętra. Spodziewałam się straży, ale jej nie zastałam, więc stanęłam przed wejściem zdezorientowana. W końcu zdecydowałam się zapukać. Słyszałam jakieś głosy dochodzące z wewnątrz, więc miałam pewność, że nie jestem tu sama.
            W końcu zniecierpliwiona pociągnęłam za klamkę i mimo, że drzwi były masywne, udało mi się wślizgnąć do środka. Tam czekał już na mnie tłum ludzi. Nikt nawet nie zauważył mojego wejścia. Ponad głowami osób w różnym wieku, wypatrzyłam kolejne drzwi, tym razem wyposażone w dwóch strażników. Zrozumiałam, że jestem na końcu tej olbrzymiej kolejki. Gdybym była w przychodni, to pewnie bym się poddała, ale teraz nie mogłam zawieść Kayli. Postanowiłam uzbroić się w cierpliwość i po prostu poczekać na swoją kolej. Gdy po dziesięciu minutach miałam dosyć, mój wzrok przykuła dwójka dzieci siedzących pod odnowioną ścianą, blisko mnie. Był to ciemnowłosy chłopiec i dziewczynka o piegowatych twarzach. Określiłam ich wiek na około dziewięć lat.
            Drzwi do sali tronowej otworzyły się, a wyszła z nich wyglądająca na zagniewaną kobieta. Dumnym krokiem podeszła do zauważonej przeze mnie dwójki i wyciągnęła do nich ręce, żeby pomóc im wstać.
            – Idziemy – powiedziała zdenerwowanym głosem.
            – I co, mamo? – spytał chłopczyk.
            – Jego wysokość powiedziała, że nie da nam bezinteresownie pieniędzy, pomimo tego, co nam się przydarzyło – syknęła. – Wspomniał też, że jeśli chcę zarobić teraz na utrzymanie, powinnam się  zatrudnić u śmiertelników – dodała wzburzona. – Świętej pamięci Aeneas Stark by na to nie pozwolił.
            – Nienawidzę nowego króla – oznajmiła dziewczynka, tupiąc nogą w posadzkę.
            Kobieta otworzyła szerzej oczy, rozglądnęła się wokół i złapała córkę za dekolt sukienki, schylając się do niej i patrząc na jej twarzyczkę.
            – Nigdy nie wolno ci tak mówić – odparła surowo. – Rozumiesz?
            Dziewczynka z przestraszoną miną lekko skinęła głową. Matka wzięła ją za rękę, a za drugą swojego syna i we troje opuścili zamek. Natychmiast potem rozległo się uciszanie tłumu przez strażników. Potem do wszystkich dotarła wiadomość, że ci, którzy przyszli tylko po pieniądze, mogą iść. Tak jak podejrzewałam, do wyjścia skierowała się połowa obecnych tu osób. Wykorzystując zamieszanie, przecisnęłam się między poddanymi i wylądowałam na samym początku kolejki. Strażnicy zmierzyli mnie podejrzliwym spojrzeniem.
            – Nazwisko – mruknął jeden szorstko.
            – Lucja Iris Taress – skłamałam. Nie chciałam żeby mnie poznali, a trochę zmieniłam się od ostatniej wizyty.
            Skinęli głową i otworzyli drzwi do środka. Mimo że nie mieli prawa wiedzieć kim jestem chociaż zostawiłam wskazówkę, ruszyłam przez piękną salę tronową powolnym, aroganckim krokiem, rozglądając się po pomieszczeniu z uznaniem jakbym mówiła: „O jak wszystko odbudowali, a takie place tu zostawiłam. Tam strzelałam, tam bombardowałam.”
Wiedziałam, że zamek został wybudowany w około XI wieku, ale jego wnętrze wyglądało na odnowione w XVII lub XVIII. Freski na suficie przedstawiały zapewne jakieś ważne, ale obce mi wydarzenia w czarnej historii. Ściany były białe ze złotymi zdobieniami, a posadzka brązowa. Był dzień, więc żyrandole i ścienne świeczniki nie zostały jeszcze zapalone. Zmiana, którą zaobserwowałam było to, że zniknęły szafirowe gobeliny z godłem Starków, ale nie pojawiły się nowe.
Na samym końcu sali stał majestatyczny, duży tron. Jego ramy były złote, a obicie białe. Natomiast, gdy ujrzałam osobę na nim siedzącą, zatrzymałam się i zamrugałam.
Korona przekrzywiała mu się na jasnych włosach. Nosił elegancki, staromodny mundur w czarnych barwach, spod którego wystawał kołnierz białej koszuli i ciemnego krawatu. Na jego piersi ujrzałam rząd miniaturek orderowych, a nad kieszenią baretkę. Nie znałam się na odznaczeniach wojskowych, ale te były oczywiste.
Na jego kolanach leżał biały kotek z czarną plamą wokół oka. Jedno miało niebieski kolor, a drugie brązowy. Rowan głaskał go miękkimi, delikatnymi ruchami. Jego spojrzenie było znudzone, tak jak i postawa. Dopiero gdy mnie dostrzegł, zobaczyłam w oczach chłopaka przebłysk zaskoczenia i zaciekawienia. Pełen wyższości uśmiech wykrzywił jego twarz.
– Cześć, myszko – odezwał się Rowan, przewiercając mnie rozbawionym spojrzeniem.
Zabrakło mi głosu, a twarz zalało ciepło. I zimno. Jednocześnie. Musiałam przyznać, że robił wrażenie, a w tym mundurze było mu wyjątkowo sexy. Ale czy było na miejscu, teraz to przyznawać?
– Co tutaj robisz? – spytał, przekrzywiając głowę i drapiąc kota za uchem.
– Mogłabym spytać cię o to samo – wycedziłam.
Już wiedziałam. Przecież to był plan idealny! Parę tygodni temu zostawił mnie, bo zwolniło się miejsce na tronie, a potem wrócił na krótką chwilę, bo… zatęsknił za okłamywaniem mnie. Och, jaka naiwna byłam. I zła.
– Nie wstyd ci jeszcze? – warknęłam.
            Uniósł pytająco brew.
            – Jasne, wiem, że nie – mruknęłam ponuro. – Możesz mi chociaż wyjaśnić jak to wszystko… osiągnąłeś?
            Uśmiechnął się leniwie.
            – Powiedzmy, że złapałem okazję, na którą polowałem od jakiegoś czasu.
            – Udawałeś naszego sojusznika – domyśliłam się.
            Westchnął.
            – Tak naprawdę to słusznie. I cieszę się z waszego niepowodzenia prawie tak samo jak z śmierci tego idioty. Zresztą to chyba oczywiste, że naród nie może iść na wojnę, jeśli zabija swoich… – urwał, po czym zaśmiał się i skrzywił.
            Wzdrygnęłam się. Gdzieś już to słyszałam. Nie odpowiedziałam, więc z ciężkim westchnięciem kontynuował.
            – Natomiast wiadome jest to, że buntownicy nie mają prawa rządzić. Byliście bardzo słabo zorganizowani i przegrana była do przewidzenia. Jedyny wasz sukces to śmierć Aeneasa, co zdecydowanie poszło mi na rękę. Zdobycie korony nie było trudne z dwóch powodów. Po pierwsze: moja rodzina zasiadała na tronie od XI do XIV wieku, więc szanse na jego objęcie zdecydowanie wzrosły. Po drugie: potrzebowali króla, męża dla Fanelli. Podałem się im jak na tacy i oto jestem. – Rozłożył ręce.
            Przez chwilę milczałam, mierząc go nieufnym spojrzeniem.
            – Jesteś z siebie bardzo zadowolony – oznajmiłam w końcu. – Do tego mówisz o nas „wy”, kiedy sam należałeś do naszej grupy.
            Skrzywił się.
            – Z grzeczności – sprecyzował.
            Odwróciłam od niego spojrzenie, zakładając ręce na piersi. Jedno zrozumiałam. Na koronie zależało mu już od jakiegoś czasu. Danielle miała rację, naprawdę mało o nim wiedziałam. Przygryzłam wargę.
            – Jesteś rozczarowana? – spytał po chwili milczenia.
            – Tak – syknęłam. – Po co ty w ogóle po mnie wróciłeś? – Zaśmiałam się z goryczą. – Twoje wcześniejsze zachowanie rozumiem, ale to jest dla mnie zagadką.
            Wzruszył ramionami.
            – Mój Boże, jak ja cię nienawidzę! – warknęłam ze złością.
            – Nie musisz mi aż tak schlebiać, „wasza wysokość” w zupełności wystarczy. – Rozparł się na tronie.
            Uderzyłam wyprostowaną dłonią o swoje czoło. Miałam wrażenie, że jego wiedza na temat ludzkiej natury czasem pozostawia sobie wiele do życzenia.
            – A może jesteś zazdrosna? – spytał.
            – O Fanellę? – Uniosłam brew. – Nie kochasz jej – zauważyłam.
            – Ale jednak jesteś na mnie zła. – Poprawił niecierpliwie koronę zsuwającą mu się na skroń. – Bo? – Popatrzył na mnie pytająco.
            Albo był idiotą, albo udawał. W sumie nie mogłam wykluczyć żadnej z opcji. Były setki powodów, dla których mogłam być na niego gorzej niż zła. Nigdy nie zrobił dla mnie nic dobrego. I to właśnie zamierzałam mu wypomnieć.
            – Podaj chociaż jedną sytuację, w której zrobiłeś coś dla mnie. Dobrego, altruistycznego. – Otworzył usta, ale ja jeszcze nie skończyłam: – Wyjaśniliśmy sobie już początek naszej znajomości, ale po co wróciłeś i znowu dałeś mi tę cholerną nadzieję? – Zacisnęłam dłoń w pięść. – Nic mi nigdy nie dałeś, ciągle tylko brałeś i brałeś, a teraz nawet zabrałeś moje dziewictwo – dokończyłam.
            Zmrużył oczy.
            – Nie obwiniaj mnie o to, bo sama jesteś sobie winna – oświadczył lodowatym tonem. – Jesteś tylko dzieckiem i rozpaczliwie próbujesz wyjść na dorosłą. Nigdy bym tego wtedy nie zrobił, gdybyś ty całą sobą nie dała do zrozumienia, że tego chcesz. Przypominam, że to ty mnie uwiodłaś.
            Zaśmiałam się bez cienia wesołości.
            – Jakby ci to było potrzebne.
            Jego spojrzenie było beznamiętne.
            – Wiem o Danielle – oświadczyłam unosząc dumnie podbródek.
            Jego usta wykrzywił nieprzyjemny uśmieszek.
– Zresztą dlaczego miałbym się starać? – Wzruszył ramionami. – Nie jesteś aż tak wymagająca.
Poczułam się jakbym dostała cios w brzuch. Rowan doskonale wiedział jak mnie zranić, czym mnie udobruchać, właściwie to całkiem mnie znał. Natomiast ze mną było odwrotnie. Nie miałam o nim żadnego pojęcia, chociaż jakiś czas temu wydawało mi się inaczej. Już nic na niego nie miałam.
Wstał z tronu, niosąc kotka na rękach i podszedł do mnie. Musiałam zadrzeć głowę do góry, bo zwykle sięgałam mu ledwie do szyi, a dzisiaj dzięki wysokim butom, do podbródka. Poczułam zapach wody od Hugo Bossa, którą widziałam w jego domu. Rowan, którego znałam, pachniał wanilią.
– Jesteś strasznie naiwna. – Puścił zwierze i pogłaskał mnie po twarzy. – I mylisz się mówiąc, że nic nigdy dla ciebie nie zrobiłem. – Zajrzał mi w oczy. – Zauważyłem, że beze mnie robisz same głupoty.
– O czym mówisz? – spytałam niepewnie.
– Och, nie wiesz? – Jego palce ponownie musnęły mój policzek. – Podczas balu przyłapałem cię na wciąganiu prochów, pamiętasz?
Spuściłam głowę ze wstydem.
– Naprawdę myślisz, że od nałogu da się uwolnić tak po prostu, myszko?
Zamyśliłam się. Miał rację. Dlaczego tak szybko zapomniałam o całej tej sprawie? Miałam poważny problem, a zniknął w sekundkę i o wszystkim zapomniałam. I to nie była zasługa w moim mniemaniu silnej woli, po prostu potrzebowałam lekkiego pchnięcia.
            – Nie zrobiłeś tego, bo się o mnie martwiłeś – oświadczyłam nagle, czując kolejny przypływ złości. – Zrobiłeś to, bo obrzydzał cię związek ze ćpunką.
            Westchnął.
            – A może po prostu ujawniło się moje poczucie winy? W końcu nie byłabyś w takim stanie, gdyby nie ja. – Troskliwym gestem odgarnął mi kosmyk włosów za ucho.
            Gdy już znałam prawdę, nie czułam żadnej blokady związanej z tamtym wydarzeniem w szkolnej klasie. A co jeśli robił tak już wcześniej? Poczułam, że włosy jeżą mi się na karku. Czułam się okropnie w tej sytuacji. Ile faktów ze swojego życia mogłam nie znać?
            – Dlaczego myślisz, że wszystko co robię, robię przez ciebie? – spytałam chłodno.
            Uśmiechnął się, kręcąc głową z politowaniem.
            – Myszko…
            Jaka była prawda? Chyba nie różniła się od jego wersji. Oczywiście, że nie.
            – Wprowadziłeś wiele zmian. – Zmieniłam temat. – Nie robisz nic za darmo, więc twoi poddani nie mają co na ciebie liczyć.
            – Och, Jules, jeszcze się nie nauczyłaś? Gdy prowadzisz wojnę, musi ci bardziej zależeć na wygranej, a nie na swojej ideologii, żeby przetrwać. – Wzruszył ramionami zabierając ręce z mojego ciała.
            Patrzyłam na niego w skupieniu, przyglądając się wysokim kościom policzkowym, cienkiej bliźnie widniejącej na skórze, zmrużonym, lekko skośnym oczom o ciemnym odcieniu zieleni i wąskim ustom. Do tego ten jego wschodnioeuropejski akcent… To wszystko nieźle mnie rozpraszało.
            Spojrzał na mnie z rozbawieniem.
            – Co? – mruknęłam ponuro, mrugając.
            – Nic – odparł. – Po prostu wyglądałaś na nieobecną. Tak właściwie to czas audiencji wynosi około dziesięciu minut. Po co tu przyszłaś?
            Przez to, co się dowiedziałam, całkowicie zapomniałam po co tu przyszłam. Po zaproszenie. Ale czy powinnam go o nie prosić? Gdybym tego nie zrobiła, zawiodłabym resztę…  Ale to oni najpierw zawiedli mnie. Zrozumiałam dlaczego Danielle uznała, że ta sytuacja będzie zabawna. Alex zresztą też. I nawet Kayla i Colt. Wszyscy wiedzieli, ale oczywiście nie powiedzieli mi, bojąc się, że zrezygnuję. Poczułam taki zawód, jak jeszcze nigdy. Nadal mogłam zrezygnować, ale postanowiłam tego nie robić. Wtedy tylko znowu wyszłabym na samolubną sukę, która uważa, że wszystko jej się należy. Postanowiłam zdobyć to zaproszenie, ale… po mojemu.
            – Przyszłam po mój telefon – oznajmiłam unosząc wysoko podbródek.
            Przechylił głowę.
            – Nie wiedziałaś, że tu będę.
            – Nie zadawaj pytań, tylko po prostu mi go oddaj. – Cofnęłam się i wyciągnęłam rękę do przodu.
            Wywrócił oczami i wyjął z kieszeni mojego iPhone’a, po czym wręczył mi go. Obejrzałam go, chcąc sprawdzić czy nie otrzymał żadnej rysy czy czegokolwiek innego. Włączyłam go przyciskiem i wpisałam kod „1604”. Był nienaruszony również wewnątrz.
            – Poważnie, kto daje na szyfr datę swoich urodzin? – Zaśmiał się.
            Spojrzałam na niego z ukosa, po czym ukradkiem zmieniłam kod.
            – Teraz już go nie znasz. – Obrzuciłam go pełnym wyższości wzrokiem.
            – Czy ten nowy kod to twoje urodziny od tyłu? – Przechylił głowę.
            Czując, że robię się czerwona na twarzy, zablokowałam telefon ponownie i włożyłam go do kieszeni.
            – A wpisałeś chociaż swój numer? – Westchnęłam.
            Jego usta wykrzywił mało przyjemny uśmieszek.
            – Aż tak bardzo chciałaś się skontaktować? – spytał spokojnie.
            Wzruszyłam arogancko ramionami.
            – Chciałam – przyznałam. – Chociaż nie zasłużyłeś. Zraniłeś mnie.
            Popatrzył na mnie intensywnie, a ja odwzajemniłam to spojrzenie, ponownie robiąc krok naprzód.
            – Dziękuję za przypilnowanie go – szepnęłam mu do ucha, nachylając się w jego stronę. – Ale to ci w niczym nie pomoże. – Musnęłam wargami jego skórę za uchem.
            – W czym? – spytał bezwiednie.
            – W mojej zemście. – Znów się odsunęłam.
            Może i chciał jeszcze coś wtrącić, ale ja już zdążyłam zamachnąć się pięścią i z całej siły zdzielić go nią w twarz. Chłopak cofnął się, łapiąc za miejsce uderzenia i syknął głośno z bólu. Zrozumiałam też, że mój pierścionek przysporzył mu bonusowego cierpienia. Z satysfakcją zauważyłam jak Rowan zabiera rękę z twarzy i odsłania czerwony policzek, a w jego oczach lśnią łzy bólu. Pewnie pomyślał, że to jest zemsta, o której wspomniałam. Kochanie, złamałeś mi serce. Nie zamierzam o tym zapomnieć.
            – Za co? – warknął.
– Bo wiem, że do ruskich przemawiają tylko argumenty siłowe.
            Spojrzał na mnie z ukosa. Poklepałam go protekcjonalnie po obolałym, policzku, a on ponownie wciągnął gwałtownie powietrze, gdyż go to zapiekło.
            – Zasłużyłeś sobie. – Wzruszyłam ramionami. – Do tego powinieneś jeszcze mnie przeprosić – dodałam.
            – Oczywiście – odparł lodowato krzywiąc się.  – Najlepiej żebym zapukał do twoich drzwi, ukląkł i błagał o wybaczenie.
            Zmarszczyłam brwi.
            – Możesz tylko to powtórzyć. – Uśmiechnęłam się słodko.
            Teraz to on sprawiał wrażenie zdezorientowanego.
            – Jak to „powtórzyć”? – Uniósł brew, wracając na tron i biorąc kota na ręce.
            – Nie żartuj sobie ze mnie – powiedziałam. – Mówię o twoim wcześniejszym, wielkim powrocie. Było ci zimno i… nieważne. – Wywróciłam oczami. – Teraz kiedy wiem, że kłamałeś, czuję się idiotycznie wspominając to i…
            Popatrzył na mnie nierozumiejącym wzrokiem.
            – Wybacz, że ci przerywam, ale naprawdę nie mam pojęcia o czym mówisz – oznajmił spokojnie.
            Wytrzeszczyłam oczy.
            – Przed balem. W moim domu. Przeprosiłeś mnie – wytłumaczyłam.
            Wyglądał jakby udawał, że przez chwilę się zastanawia, po czym pokiwał żarliwie głową.
            – No tak, już pamiętam.
            On naprawdę był świetny w kłamstwie, ale teraz nawet mnie udało się je rozpoznać. Spojrzałam na niego uważnie.
            – Nie pamiętasz tego? – zapytałam.
            Patrzył na mnie chwilę z twarzą bez wyrazu, ale po jakiejś minucie zdającej się trwać wieczność, westchnął ciężko.
            – Nie? – Teraz zaczęłam się już naprawdę niepokoić. – Powiedz mi – poprosiłam.
            Wzruszył ramionami.
            – Dobra, nie pamiętam – przyznał. – I co?
            Otworzyłam szeroko oczy z niedowierzenia.
            – Człowieku, ty nie pamiętasz, gdzie byłeś i co robiłeś – jęknęłam.
            Patrzył na mnie beznamiętnie.
            – Ale ty to pamiętasz – zauważył. – Wystarczy za nas dwoje, skoro to dla ciebie było aż tak ważne przeżycie.
            Podeszłam do Rowana bliżej i nachyliłam się nad nim. Kotek zerkał na mnie wrogo.
            – Wiesz dlaczego tak jest? – spytałam niezrażona.
            – Naprawdę, naprawdę mnie to nie obchodzi, myszko – stwierdził roztargnionym tonem.
            Musnęłam opuszkami palców jego podbródek.
            – Nie dotykaj mnie już – mruknął patrząc na mnie z pogardą.
            – Nie chcesz tego? – Ujęłam jego brodę i zmusiłam, żeby popatrzył na mnie. Miał zmarszczone brwi i niezbyt zadowoloną minę.
            – Nie, to bolało. – Wskazał na ślad widniejący na twarzy.
            Wsunęłam mu się na kolana, strącając kota i pocałowałam delikatnie jego policzek.
            – Już lepiej? – szepnęłam głaszcząc jego kark.
            Spojrzał na mnie nieco łagodniejszym spojrzeniem niż wcześniej.
            – Mam nadzieję, że to nie wszystko. – Uśmiechnął się mrużąc oczy.
            Wywróciłam oczami, po czym przeniosłam wargi na jego usta. Odwzajemnił pocałunek, a ja podniosłam się do góry, klękając na tronie po obu stronach jego ud. Ręce chłopaka znalazły się na moich biodrach, a ja splotłam mu dłonie na karku. Z czasem dotyk jego ust stał się namiętniejszy, a ja się oderwałam.
            – Przystopuj trochę – szepnęłam rozbawiona, przejeżdżając palcem po jego linii szczęki. – To pożegnalny całus.
            Zmarszczył brwi.
            – Przyszłam tutaj, bo… potrzebuję zaproszenia na ten twój bal. Albo raczej Kayla go potrzebuje. Liczy, że spotka tutaj kogoś, kto pomoże jej się skontaktować z Darrenem – wyjaśniłam.
            – Dlaczego miałbym to zrobić? – Zmrużył oczy.
            Pocałowałam go znowu, delikatnie i czule. Tak, jaki on nigdy nie był.
            – Bo cię o to proszę – dodałam, gdy się oderwałam.
            Westchnął.
            – No dobrze, wyślę je do ciebie – oświadczył. – Do twojego domu w Ashadewoods?
            Pokręciłam głową.
            – Teraz mieszkam w Europie. – Zaśmiałam się. – A konkretnie trzy godziny drogi stąd w Aviemore – sprecyzowałam. – Daj swój telefon, zapiszę ci dokładny adres.
            Wyjął swojego iPhone’a i podał mi go. Z przyzwyczajenia wpisałam mój stary kod i jakież było moje zdziwienie, gdy się odblokował.
            – Ustawiłeś sobie moją datę urodzin jako kod? – spytałam z uśmiechem czającym się na twarzy.
            Wyprostował się gwałtownie i zerknął na mnie z rozczulającą miną kogoś niewinnego. Podejrzewałam, że o tym zapomniał.
            – Nie mów nic. – Wywróciłam oczami. – Dziękuję za przysługę, wasza wysokość. – Zeszłam z jego kolan i stanęłam przed nim.
            – Proszę bardzo. – Wzruszył ramionami.
            – Więc nie będę ci już przeszkadzać – oznajmiłam i ruszyłam w stronę wyjścia.
            – Czekaj – zawołał.
            Odwróciłam się do niego i posłałam mu pytające spojrzenie.
            – Jeśli chcesz… – westchnął – mogę podać ci ten mój numer.
            Wzruszyłam ramionami i wróciłam do chłopaka, po czym podałam mu komórkę. Ujął ją, wpisał poprawny nowy kod i wpisał swój numer.
            – Proszę. – Oddał mi go z powrotem.
            – Dopisałeś serduszko – zauważyłam unosząc brew.
            Uśmiechnął się lekko.
            – To… do napisania. Czy dzwonienia. Nieważne. – Udałam zmieszanie i znów skierowałam się do drzwi wyjściowych, stukając obcasami o posadzkę.
            Uśmiechnęłam się. Tylko go pocałowałam, a on już chętniej zrobił to co do niego należało. Jeśli w taki łatwy sposób, otrzymam same korzyści, mogłam ciągnąć tę znajomość w nieskończoność. Dobrze mieć po swojej stronie samego króla. Nie zmieniało to faktu, że moja zemsta jeszcze się nie dopełniła, a w odpowiednim momencie będę musiała jej dokonać. Jeszcze wrócę, pomyślałam. Do tego postanowiłam zająć się znalezieniem odpowiedzi na kolejne pytania: dlaczego nie pamiętał co się wydarzyło przed balem, dlaczego więc po mnie wrócił i dlaczego dzisiaj zwyczajnie dał mi odejść.





Hey, hey :) Kurczę, dawno mnie nie było, przepraszam bardzo za opoźnienia. Pierwowzór tego rozdziały był zupełnie inny i tak średnio udało mi sie go oddać ;) mało opisów, wiem, ale uważam, ze tutaj dialogi mówią wszystko ;)