czwartek, 12 marca 2015

Rozdział czternasty

„Nie ma nic złego w zamknięciu drzwi przed kimś, kto jest toksyczny.”

Jules

Wzywanie taksówki z kompletnego zadupia, na którym majaczyły tylko ruiny co kilka godzin mogło wydawać się podejrzane, więc udaliśmy się do Calleharton na nogach, skąd już na luzie pojechaliśmy do Woodstade.
Poprosiłam resztę towarzyszy o szybkie odwiedzenie mojego domu i zabranie ubrań i innych niezbędnych rzeczy po wizycie u rodziny Charms. W końcu nie wiedziałam na ile wyląduję w Szkocji, a miałam przeczucie, że potrwa to dłużej niż weekend.
Po około dwóch godzinach drogi wjechaliśmy na teren kolejnego miasta lepiej rozwiniętego niż moje rodzinne Ashadewoods, które przypominało raczej wieś oddaloną o mały kawałek od parku stanowego. Łatwo było się tam ukryć.
Wcześniej ustaliliśmy, że zatrzymamy się już parę przecznic od naszego celu, żeby nie zwrócić wszystkich uwagi taksówką.
Natomiast jeszcze nie zdecydowaliśmy czy wejdziemy kulturalnie, czy po prostu rozwalimy ich chatę. Osobiście byłam za tym pierwszym, bo niespecjalnie miałam ochotę pakować się w kolejne kłopoty.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie spotkamy tu Roxanne, która teraz prawdopodobnie zgłębiała mistyczne sztuki walki czy coś równie głupiego. Była tylko kolejnym problemem do rozwiązania, kolejnym powstaniem do zduszenia.
Zabawne, że sama kiedyś byłam czymś podobnym.
Nie mogłam jednak zapomnieć, że problemem również był Aeneas i jego szowinistyczny instynkt. Gdyby on nie wkroczył do akcji, wcale nie przejęłabym się całą tą propagandą tyczącą się praw Wyklętych. To kurwa nie gender.
Moje przemyślenia przerwało zatrzymanie się taksówki. Alex zapłacił za podwózkę, po czym wszyscy czworo wysiedliśmy.
Nocne światła drgały za szybami okien, oświetlały też niezbyt przyjazną ulicę, na której się znaleźliśmy. Była to bez wątpienia jedna z brudniejszych dzielnic w Woodstade, przypominająca trochę Greenpoint w Nowym Jorku.
– Dobra, więc jak robimy? – spytałam w końcu, mając dość niezręcznego milczenia, które panowało między nami podczas drogi. – Wchodzimy tam wszyscy?
Dziewczyny popatrzyły po sobie, a potem zatrzymały wzrok na Aleksie, jakby to on miał decydować.
– Kto wie co oni potrafią. – Wzruszył ramionami. – To Wyklęci.
Nie słyszałam w jego głosie pogardy, ani niczego takiego. W sumie to by mnie nie obchodziło. Już wolałam być dyskryminowana i zwyczajnie się nie wychylać niż bawić w te durne powstania. Wyrosłam z buntu, kiedy zrozumiałam, że życie to nie zabawa. Taką samą radę miałam dla Roxanne, o ile kiedyś tą małą dziwkę spotkam.
– Myślę, że należy to zrobić łagodnie – uznałam. – Zwyczajnie zapukać, pogadać, podziękować za herbatę i…
Wzruszyli ramionami, więc już się więcej nie odzywałam.
Gdy dotarliśmy na miejsce, od razu byliśmy pewni, że nie zastaniemy tu nikogo dorosłego. Donośna muzyka i światła widoczne przez szyby świadczyły o odbywającej się tu imprezie.
Naszym celem okazał się średniej wielkości, jednorodzinny i zadbany dom o beżowych ścianach i brązowym dachu.
– Czy ona miała jakieś rodzeństwo? – spytała Danielle, gdy weszliśmy na oświetlony ganek i przymierzyliśmy się do wejścia.
– Podejrzewam, że to nie jest konferencja jej rodziców – oznajmiłam, gdy drzwi otworzyły się i wyszedł przez nie nieźle upity chłopak obejmujący ramieniem speszoną dziewczynę, żeby się nie wywrócić.
– Może to nie ten adres – podsunęła Kayla.
– Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać – uciął Alex i jako pierwszy przekroczył próg domu.
– Codziennie imprezy – burknęłam pod nosem, idąc za nim. – Życie jak w Madrycie.
Było tutaj dużo mniej kulturalnie niż na takich przyjęciach, po których ja się szlajałam. Wolałam bogate towarzystwo, chociaż prawdę mówiąc niezbyt do niego pasowałam. Mój tata nie miał w końcu własnych wysp na Pacyfiku. Ale biedna też nie byłam.
Natomiast tutaj wszystko przesiąkło zapachem alkoholu i to nie jeszcze tak znośnego jak szampan czy wino, a zwykłego piwa. Do tego było tutaj mniej tańca, a więcej całowania na kanapach, gadaniny i jedzenia.
Wtopiliśmy się w tłum.
– Więc jak? – Podeszliśmy do stoliku z przekąskami. – Szukamy gospodarza na własną rękę? – zaproponowała Dany pakując truskawkę w czekoladzie do ust.
– Okej. – Wzruszyłam ramionami i jako pierwsza opuściłam towarzyszy.
Przecisnęłam się między spoconymi gośćmi i zdecydowałam się na najprostszy i najskuteczniejszy sposób poszukiwań – spytanie się czyja to impreza.
Zaczepiłam jakiegoś chłopaka, który wyglądał na najbardziej trzeźwego z całego tego wspaniałego towarzystwa. Miał kasztanowe włosy i ciepłe brązowe oczy.
Siedział na kanapie, a ja klapnęłam tuż obok niego. Zwrócił na mnie spojrzenie.
– Hej – przywitałam się.
Uśmiechnął się.
– Hej – odparł.
Odwzajemniłam uśmiech.
– Wiesz może kto jest gospodarzem? – zapytałam od razu.
Jego mina wyglądała na nieco zawiedzioną, co mnie rozczuliło.
– Jasne – oznajmił po chwili mrugając. – Hayden.
– Hayden… – powtórzyłam. – A nazwisko?
– Charms – powiedział nieco zdziwiony.
Moją twarz ponownie rozświetlił uśmiech.
– Och, a… przyprowadzisz ją do mnie? – Spojrzałam na niego, przekrzywiając lekko głowę.
– A dostanę coś w zamian? – spytał zerkając na mnie i kładąc rękę na moim udzie. Wzdrygnęłam się, ale miałam nadzieję, że tego nie poczuł.
– Jeśli szybko się uwiniesz – wydęłam wargi – kto wie.
– Zostań tutaj – polecił, wstał i zniknął w tłumie.
Po chwili kolejna osoba koło mnie usiadła. Ze zgrozą zobaczyłam, że to moja siostra.
– A więc tak się szuka tego całego gospodarza? – spytała, zerkając na mnie z uniesionymi brwiami.
– Posłałam po nią chłopaka – wyjaśniłam.
– Widziałam. – Uśmiechnęła się krzywo, ale zaraz potem jej mina zobojętniała.
Dosiadła się do nas jeszcze Kayla.
– I co? – Uniosła brwi do góry zapewne widząc wrogie spojrzenie, którym obdarzyłam Dany.
– Zaraz będzie – powiedziałam chłodno. – To dziewczyna.
– Dobra, o co wam chodzi? – Uśmiechnęła się nerwowo. – Wyglądacie jakbyście chciały się zamordować.
– Może masz rację. – Wykrzywiłam sztucznie usta.
– Okej. – Uniosła ręce do góry. – A o co poszło?
Danielle spojrzała na mnie wyczekująco.
– Spała z moim chłopakiem – oznajmiłam prychając. – Chociaż nawet z nim nie spała. Dała mu dupy w kabinie toaletowej.
Kayla wybałuszyła oczy i zerknęła na moją siostrę.
– Jesteś zdziwiona? – Uśmiechnęła się.
– Może dla niektórych osób seks jest czymś ważnym. – Zmrużyłam oczy.
– Mówisz o sobie? – Uniosła brew. – Właśnie obiecałaś przespanie się pierwszemu lepszemu chłopakowi za to, że kogoś do ciebie przyprowadzi.
– Przynajmniej za coś, ty poszłaś za darmo – odszczeknęłam.
– Ja nie musiałam nikogo namawiać.
– Ej, przestańcie – warknęła nagle wampirzyca. – Wyjaśnijcie to sobie… albo mnie ignorujcie tak jak teraz.
– Nienawidzę cię – wyznałam siostrze. – Od pierdolonego dnia, kiedy cię spotkałam.
– I dalej zwalasz winę na mnie. – Westchnęła zirytowana. – Zresztą to do ciebie podobne. Gdybym ci nie powiedziała, co się stało, nigdy nie dowiedziałabyś się tego od niego.
– I dobrze – wypaliłam.
Zmarszczyła czoło.
– Ty naprawdę lubisz ładne kłamstwo. – Uśmiechnęła się współczująco.
W tym samym czasie wrócił mój koleżka prowadząc za sobą wysoką czarnowłosą dziewczynę o ciemnobrązowych oczach. W żadnym wypadku nie przypominała Roxanne. Ale czy musiały być spokrewnione?
– Witaj, Hayden. – Wstałam z kanapy. – Czy ty, ja i moje… – spojrzałam na Dany i Kaylę. Ta pierwsza pomachała do gospodyni – przyjaciółki, mogłybyśmy porozmawiać na osobności?
Hayden wybałuszyła oczy, patrząc to na mnie, to na resztę.
– Jasne – odparła speszona. – Chodźcie na górę.
Brązowooki chłopak mrugnął do mnie, ale to zignorowałam, nagle tracąc ochotę na choćby flirt.
– Gdzie Alex? – szepnęłam do Kayli, a ta wzruszyła ramionami.
Pomyślałam, że będzie potrzebny do tej rozmowy, bo w końcu tylko jego obchodziła ta cała sprawa. Ja wcale nie chciałam tutaj być, wampirzyca przecież też. Ja również uznałam, że poszukiwanie kogoś, kto potrafi wskrzesić Setha jest ważniejsze, ale to czarownik zrzucił tą akcję na drugi plan. W sumie to nie wiedziałam na czym mu tak zależy. Z jego planu wynikało dowiedzenie się kim jest Roxanne, ale co dalej? Co potem miał zamiar zrobić z tą informacją? Przekazać ją Fanelli czy innej szysze z WRIN?
– Idź po Alexa – mruknęłam do Dany, a ta skinęła głową i zniknęła w tłumie.
W trójkę wyszłyśmy po schodach i powędrowałyśmy do sypialni.
Była średniej wielkości z bordowymi ścianami i ciemnymi meblami. Po środku stało łóżko małżeńskie, a przy ścianie stała toaletka i lustro wiszące nad nią. Na podłodze leżał mięciutki beżowy dywan.
– To rodziców – oznajmiła Hayden przełykając ślinę. – W mojej albo mojej siostry, ktoś pewnie traci właśnie cnotę.
– Twoja siostra to Roxanne? – wymsknęło mi się.
– T-tak – wyjąkała.
W tym samym momencie do środka weszła Dany z Alexem wlokącym ze sobą butelkę wódki. Posłał nam przepraszający uśmiech.
– Chciał się upić – wyjaśniła dziewczyna wywracając oczami.
Oboje przysiedli na łóżku, a ja i Kayla poszłyśmy za ich przykładem. Czarnowłosa natomiast usiadła przy toaletce.
– Mamy co do niej kilka pytań – oznajmiła moja siostra. – Pytanie pierwsze: wiesz jak jest ona określana?
Dziewczyna skinęła głową. Wyglądała na mocno wystraszoną.
– Więc jak?
– Władczyni Jaszczurek – mruknął niewyraźnie Alex.
Zignorowaliśmy go.
– Władczyni Smoków – powiedziała posłusznie Hayden.
– Okej. Ta cała sprawa z tymi stworzeniami to jej sprawka, wiesz? – kontynuowała siostra.
– Ja wiem – wykrztusiła dziewczyna. – Ona robi to, bo…
– Nie pytamy cię dlaczego to robi – wtrąciłam szybko. – Chcemy wiedzieć coś o jej przeszłości. Kim są wasi rodzice?
– Wyklętymi – wyznała cichutko.
– Myślisz, że jesteśmy z WRIN – domyśliła się Dany. – I że zaraz wyślemy cię na pluton egzekucyjny.
Rumieńce zawitały na jej twarzy o ostrych rysach. Była chyba w moim wieku.
– Nie jesteśmy i nie zrobimy ci krzywdy. Chcemy po prostu odpowiedzi.
– Oczywiście – przytaknęła.
– Ty też jesteś Wyklętą? – spytała Kayla.
– Tak.
Zastanowiłam się nad kolejnymi słowami. Jak rozpocząć temat o dziewczynie, która możliwe, że nie jest Wyklętą, ponieważ posiada dwie magiczne umiejętności, co chyba nie jest tutaj codzienne. Ostatnimi czasy ujawniło się sporo wybryków natury.
– Dobra. – Wzruszyłam ramionami. – A twoja siostra?
Dziewczyna ukryła twarz za zasłoną ciemnych włosów.
– Hej… – Położyłam jej dłoń na ramieniu.
– Nie jest Wyklętą – oświadczyła nagle.
– Braliśmy to pod uwagę – zaznaczyła Dany. – Więc kim?
– Rodzice będą wściekli jeśli wam powiem – jęknęła Hayden.
– Więc pluton egzekucyjny czeka. – Siostra wzruszyła ramionami.
– Danielle – warknęłam.
Czarnowłosa spojrzała najpierw na mnie, a potem na resztę. Nie wyglądała na przekonaną, ale w końcu wzięła głęboki oddech i zaczęła nawijać:
– To nawet nie jest moja siostra. Została adoptowana już dawno temu. Nie zawsze miała te moce. Kiedyś była zwykłą śmiertelniczką, ale została obdarzona, dwa razy. Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe i dlaczego to się stało.
– Nawet bardzo – powiedział Alex zszokowany.
Wszyscy wiedzieliśmy, że obdarzenie w wielu przypadkach było groźne dla człowieka, czasem nawet śmiertelne. Ta czynność powtórzona dwa razy z góry mogłaby być określona jako wyrok śmierci.
– Zacznę od początku, bo nic z tego nie rozumiecie. – Westchnęła. – Zanim Aeneas został królem, był nim jego dziadek. Zastanawialiście się dlaczego nie ojciec?
– Bo nie żyje – wyjaśnił chłopak.
– Umarł zaraz po jego narodzinach, więc władza wróciła do Kinnona Starka, czyli dziadka. Stał się wówczas regentem.
– Ojciec Aeneasa nigdy nie był królem – podsunęłam.
– Dokładnie – stwierdziła Hayden. – Ich ród zawsze był nieco… szalony. – Przełknęła ślinę. – Kinnon bał się, że w pewnym momencie wygaśnie. Wszyscy praktycznie umierali młodo. – Westchnęła. – W dawnych czasach Starkowie byli tyranami.
– A teraz nie? – Zaśmiałam się bez cienia wesołości.
– Uważaj co mówisz – ostrzegła. Zdawała się być pewniejsza siebie niż myślałam. – Kinnon uważał, że o wiele łatwiej byłoby sprowadzić władców ze starych czasów, w tym najważniejszych i jednocześnie najgorszych.
– Chce ich wskrzesić, okej. – Danielle podrapała się po podbródku w skupieniu. – Ale co ma w tym wspólnego twoja siostra?
– To proste. Ma ich wskrzesić. Nie Meliusa, tylko ich. To tylko przykrywka, odwrócenie uwagi.
– Po co to zamieszanie? Przecież mógłby zatrudnić do wskrzeszenia pierwszego lepszego czarownika – zauważyła moja siostra.
– Ale to jest kilkadziesiąt osób, których znalezienie ciał jest niemożliwe.
To zatkało mi usta.
– Ale… dlaczego Roxanne? – Kayla zmarszczyła brwi.
– Bo była pierwszym lepszym osieroconym ludzkim dzieckiem, które znalazł ktoś dla Kinnona. Ma dwie umiejętności magiczne, bo w obdarowaniu brał udział demon. Po prostu była u nas trzymana na tą okazję.
– Dlaczego u was? – zdziwił się Alex.
– Nie wydaje wam się dziwne, że wojownicy z WRIN podczas tego „sprzątania świata” ominęli nasz dom, a my nawet nie musieliśmy się chować? – Uśmiechnęła się.
– To rzeczywiście dziwne.
– To dlatego, że mój ojciec jest nieślubnym dzieckiem Kinnona Starka.
Popatrzyliśmy wszyscy po sobie zszokowani. Jak… jak to możliwe, że ktoś z rodziny Starków posunął się do zrobienia dziecka śmiertelniczce. To było tak nienaturalne jak miła Danielle albo…
Musiałam sobie poukładać wszystko w głowie. Ten cały plan został wprowadzony kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt lat temu. To wszystko miało się zdarzyć.
Czary odprawione na malutkiej rudej dziewczynce, którą potem podłożono zaufanej rodzinie, by w ukryciu ją wychować, a następnie gotową wysłać na misję, o której nikt nie zna prawdy. Cała historia ze smokami była tylko przykrywką by przywrócić życie jednemu z najbardziej znienawidzonych rodów, by ten mógł panować i zapewne przywrócić czasy niemieckiej świetności.
No błagam, czy w tym świecie ktoś może czuć się bezpieczny?
– Dzięki za informacje. – Dany uśmiechnęła się miło i wstała. – Więc może my już stąd pójdziemy? – Popatrzyła po nas.
– Co? – Hayden zmarszczyła brwi. – Wiecie wszystko. Nie pozwolę wam stąd wyjść. – Uniosła dłoń w stronę toaletki, a ta poszybowała do góry i zastawiła nam drogę do wyjścia.
Wszyscy byliśmy niemało zaskoczeni takim obrotem spraw. Mnie też wydawało się podejrzane, że tak szybko wszystko nam wyśpiewała. Na początku myślałam, że to ze strachu, ale przecież jako kuzynka królowej WRIN, nie powinna się nas obawiać. Już w jakiejś połowie rozmowy zorientowałam się, że udaje. Dobrze to rozegrała, ale... jaki miała w tym cel?
– Zamierzałaś nam nie dać wyjść od początku? – spytałam nagle, patrząc na nią z niedowierzeniem.
– Po prostu zabawne wydaje mi się, że śmierć z wiedzą na jakiś temat może być bardziej bolesna niż z niewiedzą. – Uśmiechnęła się szyderczo, podchodząc bardzo blisko.
– A pierdol się – wysyczała Kayla i rozbiła butelkę Alexa o jej głowę.
Bezwładne ciało dziewczyny uderzyło o podłogę, a jasny dywan zachlapała krew. 
– Zabiłaś ją? – wyszeptałam.
Moja siostra nachyliła się nad Hayden i sprawdziła jej puls, po czym przygryzła wargę i zerknęła na nas.
– Nie żyje – oznajmiła beznamiętnym tonem.
Zerknęłam na szeroko otwarte brązowe oczy Wyklętej i westchnęłam. Minęła zaledwie sekundka, a ona była martwa.
Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Tyle razy widziałam śmierć, czasem też nią niosłam. Już się przyzwyczaiłam i zabójstwo dokonane metr ode mnie przestało mnie ruszać.
To nauczyło mnie, że w następnej chwili już czegoś może z nami nie być.
Usłyszałam bzyczenie i zobaczyłam muchę wędrującą po pościeli obok ręki Dany. Ta obrzydzona uderzyła w nią dłonią, a owad potoczył się nieruchomy po łóżku. Tak samo jak Hayden.
Przez jakiś czas moje spojrzenie było wbite w nieruchome ciałko muchy. Ale tylko przez chwilę, bo nieoczekiwanie stworzenie powstało i znów zaczęło bzyczeć.
To nauczyło mnie, jak szybko możemy wracać.
Rzeczywiście zabawniej było umrzeć z niemocą, niż niewiedzą.
***
Ukryliśmy ciało w szafie, zwinęliśmy dywan i wydostaliśmy się z domu przez okno. Trzeba było jak najszybciej się stąd zmywać, bo jeśli ojcem Hayden rzeczywiście był bękart Kinnona Starka, to mogłam już czuć na sobie złość całego narodu. Zwłaszcza jeśli dziewczyna była jedną z niewielu osób, które znały tą tajemnice. Ale my też ją poznaliśmy. Teraz wiedzieliśmy wszystko, co trzeba. Ja jednak miałam jeszcze wiele pytań.
Czy Aeneas wiedział o tym całym przekręcie? Czy dał się zabić dla dobra sprawy?
Jedno na pewno zrozumiałam. W tym świecie nie było miejsca dla pokoju. Codziennie kolejni psychole obmyślali swoje genialne plany, tworzyli nowe systemy. A każde były takie same, wszystkie  bardziej lub mniej nieudane, a jak bardzo do siebie podobne. Władza, pieniądze, hierarchia społeczna i przemoc.
Samolot do Edynburgu wylatywał o trzeciej nad ranem, więc mieliśmy jeszcze czas na powrót do mojego domu i wzięcie przeze mnie potrzebnych rzeczy. Oczywiście pojechaliśmy taksówką i na lotnisko też się nią wybieraliśmy.
– Pomóc ci z rzeczami? – spytała Danielle, gdy wysiadłam z auta i ruszyłam w stronę domu. Podejrzewałam, że chce wykorzystać chwilę ze mną sam na sam na rozmowę.
– Byłoby bardzo miło – powiedziałam z przesłodzonym uśmiechem.
 Wywróciła oczami i wyszła ze mną na ganek. Zadzwoniłam dzwonkiem i odczekałam, aż ktoś mi otworzy.
– To znowu wy, dziewczyny? – spytał Curtis z niemałym rozczarowaniem. – Nie miałyście być w kraju, gdzie faceci chodzą w spódnicach?
– To kilty – uściśliła Dany.
– Jeden pies. – Wzruszył ramionami. – Czegoś potrzebujecie?
– Nie spakowałam się. – Zaśmiałam się.
– Dlaczego mnie to nie dziwi? – Westchnął. – Wchodźcie.
Posłałam mu uśmiech, po czym ruszyłam do swojego pokoju razem z siostrą. Wygrzebałam pod łóżka walizkę i rozsunęłam ją, położyłam na środku pokoju i otworzyłam szafę by zacząć jej przegląd.
– Zimno tam teraz? – spytałam biorąc do ręki bluzę.
– Już nie jesteś na mnie zła – zauważyła ignorując mnie.
Zerknęłam na nią.
– Potrafię szybko wybaczać, jeślibyś nie zauważyła.
W końcu włożyłam do walizki dwie bluzy, trzy sukienki, creepersy i lity, po czym rozglądnęłam się za kolejnymi potrzebnymi rzeczami.
– Więc odwołujesz też to, że mnie nienawidzisz? – spytała z uśmiechem.
– Nie, to tylko chwilowe zawieszenie broni – odparłam śmiertelnie poważnie, ale gdy na nią zerknęłam, nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu, mimo że był krzywy i nieprzyjemny.
Następnie wzięłam jeszcze jedną parę długich spodni (naprawdę rzadko je nosiłam), trochę koszulek i spódnic, po czym wzięłam się za bieliznę. Gdy odzież miałam już za sobą, poszłam do łazienki po kosmetyki.
Gdy wróciłam, Danielle powiedziała jeszcze, że skorzysta z toalety, a potem do mnie dołączy, więc gdy skończyłam pakowanie, jeszcze raz, ostatecznie pożegnałam tatę i wyszłam na zewnątrz. Podeszłam do taksówki, a kierowca pomógł mi włożyć walizkę do bagażnika. Gdy się z tym uporał, przymierzyłam się do wejścia do środka, lecz zatrzymał mnie czyjś donośny głos:
– Pysiu!
Odwróciłam się i zdumiona zobaczyłam Colta idącego w moją stronę z jakimś pudełkiem w ręce. Gdy podszedł dość blisko, zobaczyłam, że to lody. Te same, które jedliśmy wcześniej.
– Hej. – Założyłam sobie kosmyk włosów za ucho. – Co tu robisz?
– Och. – Zaśmiał się cicho. – Nie wiedziałem, że gdzieś wyjeżdżasz. Bo… przyniosłem lody i myślałem, że zjemy je razem na ganku. – Wzruszył ramionami.
– Bardzo chętnie, Colt – odparłam. – Ale tak się składa, że wybieram się teraz do Szkocji i…
– Kto to? – przerwał mi. Zaświeciły mu oczy i pokazał na kogoś za mną.
Odwróciłam się i zobaczyłam Dany idącą w naszą stronę. Miała znudzoną minę.
– Danielle – odparłam unosząc brwi. – Moja siostra.
– Czekaj… skoro to twoja siostra, to czy przypadkiem Rowan przypadkiem jej wczoraj nie… – Wykonał wymowny ruch biodrami.
– We własnej osobie. – Westchnęłam.
W tym czasie dołączyła do nas Dany. Colt od razu posłał jej uśmiech. Ta zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów i go odwzajemniła.
– Czemu tu stoimy? – spytała.
– Nie mam bladego pojęcia. – Jeszcze ja się uśmiechnęłam, więc musieliśmy wyglądać jak idioci w trójkę wyszczerzeni.
Taksówkarz zatrąbił. Miał rację, powinniśmy już się zebrać.
– Colt, bardzo miło nam się nie jadło lodów na ganku, ale musimy już się zbierać – powiedziałam, a gdy nawet się na mnie nie popatrzył, potrząsnęłam jego ramieniem.
– To może odprowadzę was na terminal? – zaproponował.
Wywróciłam oczami, ale się zgodziłam.
W środku taksówki okazało się, że niestety Colt i Alex zdążyli się już kiedyś poznać, a może nawet jawnie znienawidzić, bo ich wymiana zdań do najprzyjemniejszych nie należała. Czarownikowi jeszcze bardziej nie spodobała się wiadomość o tym, że jego nieprzyjaciel odkupił od kogoś bilet i najzwyczajniej w świecie postanowił zabrać się z nami.
W sumie cieszyłam się, że będę mieć przy sobie tego chłopaka, bo mimo, że znałam go bardzo krótko, było mi raźniej z kimś kto lubi zabawę i niczego ode mnie nie wymaga.
Natomiast na jeszcze bardziej zadowoloną wyglądała moja siostra. I wzajemnie. Ugh, jak ja to zniosę?
Teraz czekało mnie jakieś dziesięć godzin w samolocie, rozpakowanie się i nadejście kolejnych pytań, niebezpieczeństw i strat. To niestety w dzisiejszych czasach nieuniknione.





_____

Okej, rozdział wyszedł mi średnio, raczej gorzej niż lepiej, ale dobra. Musiał pojawić się taki, w którym jest dużo wyjaśnień... albo i kolejnych pytań, nie wiem.
Pozdrawiam was. :3