czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział jedenasty

„Mysz, dlatego że niegdyś całą książkę zjadła,
Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła.
Rzekła więc towarzyszkom: „Nędzę waszą skrócę,
Spuśćcie się tylko na mnie, ja kota nawrócę!”
Posłano więc po kota. Kot zawżdy gotowy,
Nie uchybił minuty, stanął do rozmowy.
Zaczęła mysz egzortę; kot jej pilnie słuchał,
Wzdychał, płakał... Ta widząc, iż się udobruchał,
Jeszcze bardziej wpadała w kaznodziejski zapal,
Wysunęła się z dziury - a wtem ją kot złapał.”
~ Ignacy Krasicki

         Jules        
           
– Nie jestem pewna czy ci się spodoba – stwierdziłam, gdy przekroczyłam z Rowanem próg sali gimnastycznej, w której odbywała się cała zabawa. – Będzie nudno.
 Westchnął, zatrzymał się i złapał za ramiona, patrząc mi w oczy.
            – Ale i tak się wu wybierałaś. Beze mnie. – Uśmiechnął się krzywo.
            – Skąd miałam wiedzieć, że przyjdziesz? – Uniosłam brew, odgarniając loki za ramię.
            – Nie miałaś wiedzieć – wyjaśnił. – Ale to nie zmienia faktu, że już tu jesteśmy, trzymamy alkohol w twojej szafce, namówimy ich, żeby przestali puszczać techno i… – Zmarszczył brwi, patrząc na mnie. – Nie wierzę, że się tak ubrałaś.
            Spojrzałam na siebie, w duchu przyznając mu rację. Pewnie większość zgromadzonych tu nastolatków spodziewało się, że przyjdę nago.
            Z drugiej strony Rowan także nie był dzisiaj sobą. Jego zachowanie od wyjścia z domu zmieniło się o 180 stopni. Tak jakby zapomniał już o swoich wzruszających przeprosinach i byłam niemal pewna, że jakbym o tym wspomniała, wyparłby się ich lub zmienił temat. Dlatego postanowiłam o tym nie wspominać i zaakceptować fakt, że tak nagle wrócił.
            – Może zmieniłam styl, gdy cię nie było? – Wydęłam wargi.
            – Nie podoba mi się – szepnął.
Uśmiechnęłam się złośliwie i już miałam odpowiedzieć, ale ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą Janice, dziewczynę, która chodziła ze mną na parę zajęć.
Na mój widok uniosła brwi i otworzyła szeroko usta, ale natychmiast to ukryła, uśmiechając się.
– Jules – odezwała się. – To twój kuzyn? – Wskazała na Rowana.
            Kilka moich znajomych również się do nas przyłączyło. Rozpoznałam Karin, Vanessę, Milly i Brooke.
            – Jak masz na imię? – zwróciła się Milly do chłopaka, trzepocząc rzęsami.
            – Rowan – odparł, posyłając jej słodki uśmiech.
            – Jak takie drzewo? – zachwyciła się.
Drgnęłam i odruchowo dotknęłam miejsca, gdzie miałam tatuaż.
            – Masz takie piękne oczy – zauważyła odważnie Karin, rozpływając się.
            – Co? – Pokręciłam głową z niedowierzeniem i irytacją, ale mnie zignorowały.
Rzuciłam Rowanowi mordercze spojrzenie, gdy z uśmiechem odbierał kolejne komplementy.
            – To ty z nim tu przyszłaś? – spytała mnie jeszcze raz Janice.
            – Tak? – Spojrzałam na nią jak na idiotkę. 
            – Nie jesteście kuzynostwem?
Reszta dziewcząt odwróciła się i popatrzyła na mnie z bezbrzeżnym zdumieniem.
            – To prawda? – Brooke odwróciła się do Rowana.
Skinął powoli głową pod naporem mojego wzroku.
            – Serio? – Milly prychnęła, obrzucając mnie pogardliwym spojrzeniem. – Z tą dziwką i ćpunką?
Przerzuciłam spojrzenie na nią i zrobiłam krok do przodu.
            – Ej, ej. – Chłopak zaśmiał się, łapiąc mnie za ramię, odciągając od tamtej. – Dziewczynki, musimy was na chwilę przeprosić.
            – Tak, dorośli muszą porozmawiać – przyznałam, biorąc go za rękę i prowadząc na parkiet. W tym momencie piosenka zmieniła się na coś wolniejszego. – Co ty sobie robisz?
            – Jesteś zazdrosna? – Uśmiechnął się obejmując mnie w pasie.
            – Nie wiem czy nie zauważyłeś, ale to mój wieczór – odparłam z irytacją.
            – Twój wieczór? – powtórzył, unosząc brew. – No tak, każda szesnastolatka o tym marzy.
            – Chcesz mi powiedzieć, że jestem dziecinna?
            – Nie. Że nie oczekujesz za dużo.
            – Więc w czym tkwi problem?
            – Dlaczego nazwała cię ćpunką? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Przełknęłam ślinę.
            – O nic. – Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się, a następnie przysunęłam bliżej i wtuliłam w jego ramię.
            – Nie wierzę.
            – No cóż, ty także miałeś przede mną tajemnice.
            – Więc może tańczmy?
            – Tańczmy – przyznałam.

Danielle

            Po godzinie spędzonej z Rafem na imprezie, siedząc tylko przy stole z przekąskami miałam dość siebie i tego mojego strachu przed wyznaniem mu prawdy. Dlaczego aż tak się obawiałam jego reakcji? Gdyby mi nie uwierzył, mogłabym powiedzieć, że to był żart.
            A jeśli by to go uraziło? Jest wrażliwy.
            A kogo to obchodzi?
            – Raf, możemy porozmawiać na osobności?
            – Coś się stało? – spytał, przełykając ciasteczko. Lubił słodycze.
            – Tak – burknęłam, chwyciłam go za ramię i wyprowadziłam z sali gimnastycznej.
Z powodu hałasu przez całą drogę przez pomieszczenie, milczeliśmy. Zatrzymałam się daleko na korytarzu.
            – Więc co się stało? – spytał zirytowany. – Świetnie się bawię.
            – Jak masz na nazwisko? – zignorowałam go.
            – Richardson.
            – A naprawdę?
            – O co ci chodzi, Dany? – Zaśmiał się niezbyt przekonująco. Coś było na rzeczy.
Przypomniałam sobie, jak niezręcznie się zachowywał, gdy wypytywałam go o jego ojca. Myślałam, że to przez to, że dla ludzi to zwykle trudny temat, ale teraz zaczęłam dostrzegać drugie dno.
– Wiesz, kim jestem? – zapytałam.
– O nie, trafiła mi się jakaś gangsterka. – Uśmiechnął się kpiąco.
Przyparłam go do ściany, a jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił.
            – Znasz chociaż moje nazwisko? – kontynuowałam. O ile dobrze pamiętam, nie wspominałam o nim.
            – Nie wiem.
            – Kłamiesz. Nie chciałam ci wcześniej grozić, bo nie sądziłam, że to będzie konieczne, ale…
            – Bratobójstwo chyba nie jest najlepszym wyjściem – uznał.
            – Wiesz? – Cofnęłam się.
            – Wystarczająco dużo.
            – Skąd?
            – Moja matka żyje – przypomniał.
            – Tylko ona wie?
            – O co się tak spinasz? Przecież to nic złego.
            – Ale to ja nie wiedziałam, że mam brata!
            – Bo nie było kogoś, kto mógłby ci powiedzieć?
            – Dlaczego ojciec mi nie powiedział? – szepnęłam bardziej do siebie, niż do niego.
            – Bo nie żyje?
            – Ale widziałam się z nim. I widziałabym się dalej, gdyby nie ta suka. – Zacisnęłam szczękę.
            – O kim mówisz?
            – O Jules, twojej drugiej siostrzyczce. Wiedziałeś o niej?
            – No… tak.
Uśmiechnęłam się szyderczo.
            – Ale nie wiesz o niej właściwie nic? I o mnie, prawda?
            – Wiem, że jesteś demonem – wyznał. – I nie mam pojęcia jak wyglądasz.
            – Może na razie zachowajmy to wszystko w sekrecie – zaproponowałam. – Odwiozę cię do domu, wrócisz do Szkocji… Będziemy się spotykać w skrajnych przypadkach.
            – Znam wasz styl życia bardziej niż przypuszczasz – stwierdził. – Ale również nie podoba mi się wersja, w której wszyscy dowiadują się o naszym pokrewieństwie. Mówiłaś komuś?
            – Tylko Jules. – Wywróciłam oczami. – Ale jej to nie obchodzi. – Pokręciłam głową z irytacją. – Mam jeszcze jedno pytanie: po imieniu poznałeś, że jestem twoją siostrą?
            – Przygotowałem się na spotkanie. Mimo wszystko zorientowałem się jakie pytania zadaje zagubiona rodzina chcąca się czegoś dowiedzieć.
            – Mądry jesteś, braciszku – uznałam. – To co, zamówić ci taksówkę? Ja tu jeszcze chyba muszę trochę pobyć.
***
            Gdy wróciłam z parkingu, wróciłam do szkoły, zorientowałam się, że widziałam już w całym towarzystwie na imprezie całkiem sporo osób z naszej starej wesołej gromadki.
            Nie miałam ochoty na rozmowy i po powrocie do budynku udałam się do toalety. Otworzyłam drzwi i wpadłam prosto na Rowana.
            – Danielle? – Zdziwił się. – Wiesz, że to męska łazienka? – spytał.
            – Łapska przy sobie. – Odsunęłam się i wygładziłam włosy.
Uśmiechnął się.
            – O co ci chodzi?
            – O to, że wyglądasz żałośnie – uznał.
            – I ani trochę cię to nie obchodzi.
            – Masz rację. Ale poudaję, że tak jest.
            – Jesteś dupkiem – zaśmiałam się – i cię nie lubię.
Wzruszył ramionami.
            – Nie powinieneś być teraz z Jules?
            – O to ci chodzi? Jesteś samotna?
            – Zerwałam z Alexem.
Uniósł brwi, a następnie uśmiechnął lekko.
            – To dlaczego ty cierpisz?
            – Nie twoja sprawa – obruszyłam się.
            – Bycie miłym mi nie wychodzi?
            – Nie bardzo. Po prostu…
            – Chyba nie jesteś sobą. – Pokręcił głową. – Stałaś się… jakby ci to powiedzieć… zbyt grzeczna i sztuczna.
            Następnie uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. Odwzajemniłam pocałunek i splotłam dłonie na jego karku. Objął mnie talii, podniósł i posadził na umywalce, a następnie zsunął swoje wargi z moich ust na podbródek, a następnie szyję. Rowan przesunął dłonią po moim udzie, a ja rozwiązałam mu krawat, po czym wzięłam za zdjęcie jego marynarki. On także zdjął ze mnie kurtkę oraz biżuterię, po czym włożył ją do kranu. Gdy podciągał górę mojej obcisłej sukienki, usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi, a następnie kroki i chrząknięcie.
            Rowan westchnął, zdjął mnie z umywalki i poprowadził do kabiny. Zamknęliśmy się w niej i pocałował mnie jeszcze raz, przypierając do drzwi. Przesunął jedną dłoń na moją talię, a potem niżej i niżej, aż zatrzymał ją na moim udzie. Po czym znowu powędrowała w górę w celu podciągnięcia mojej sukienki jeszcze raz. Następnie rozpiął spodnie i znowu objął mnie w talii.
            – Wiesz – dotknęłam palcem jego ust – jesteś dużo przyjemniejszy gdy nic nie mówisz.
Na te słowa tylko się uśmiechnął.

Jules

– Zatańczysz? – usłyszałam po raz pierwszy odkąd stałam tu jak kołek po tym jak Rowan wyszedł do toalety i nie wracał przez bardzo długi czas.
– Hm? – Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego, przystojnego chłopaka o blond włosach, szarych oczach i bladej cerze.
– Zatańczysz? – powtórzył.
– Och, ja… – Zmieszałam się. – Czekam tu na kogoś – wyjaśniłam.
– Chłopak zostawił cię w potrzebie? – Uśmiechnął się.
– Właściwie… to tak. Lubię tą piosenkę – stwierdziłam.
– Czyli rozumiem, że masz nadzieję, że wróci zanim się skończy?
– To ostatni refren. – Przygryzłam wargę.
– Po co więc czekać? – Chwycił mnie za obie ręce i wyprowadził na środek, a następnie złapał w pasie. Rozpoczęliśmy taniec. – A więc jak ci na imię?
– Jules – odparłam, patrząc na niego. Zauważyłam na jego wardze małą bliznę.
– Miło mi cię poznać – oznajmił. – Jestem Mithä.
Na pewno nie znałam nikogo o takim imieniu, a ten chłopak wyglądał na kogoś kto powinien już skończyć liceum.
– Podoba ci się zabawa? – spytałam od niechcenia.
– Nie tak jak towarzystwo – powiedział z delikatnym uśmiechem. Zarumieniłam się i odwzajemniłam go.
– Mówisz to zajętej dziewczynie – zauważyłam z rozbawieniem.
– Cóż. – Wzruszył ramionami. –  A mimo to jeszcze nie dostałem w twarz i nie usłyszałem: co ja sobie wyobrażam. – Roześmiał się.
– I prawdopodobieństwo wynosi, że dzisiaj nie usłyszysz. – Kąciki moich ust uniosły się jeszcze wyżej.
Zakręcił mną i przyciągnął bliżej, odwracając mnie do siebie tyłem.
            – Twój partner jest głupi, że cię zostawił – stwierdził.
            – Wiem.
I w tym momencie skończyła się piosenka, a Mithä puścił mnie.
            – To co? Cieszysz się, że twoja piosenka się nie zmarnowała? – Uśmiechnął się.
            – Tak. Ale teraz zgłodniałam – oznajmiłam i wskazałam na stolik z przekąskami. – Pójdziesz ze mną? – Mrugnęłam do niego.
            – Pewnie, słońce.
            Podeszliśmy do stołu, a ja podniosłam z niego mały talerz z ciasteczkami po czym wzięłam jedno i skosztowałam.
            – Chcesz? – Wyciągnęłam rękę z przekąskami w jego kierunku.
            – Nie, dzięki, nie jestem głodny. – Przerzucił wzrok z okna na mnie.
Ostatnimi dniami na niebie nie pojawiły się żadne chmury, więc spokojnie można było zobaczyć wszystkie gwiazdozbiory jeśli kogoś by to interesowało.
– Co? – spytałam, gdy ponownie skierował spojrzenie z powrotem w tamtym kierunku.
– Nic. Po prostu… zbliża się pełnia. – Zaśmiał się.
– Chyba. – Wzruszyłam ramionami. – Co z tego?
Zmarszczył czoło, patrząc na mnie chwilę.
            – No co? – Uśmiechnęłam się unosząc brwi.
            – Nic – powiedział najwyraźniej zmieszany.
            – Na pewno?
– Tak. – Wyjrzał mi za ramię. – O, Kayla tam jest.
Odwróciłam się i zobaczyłam moją przyjaciółkę wtuloną w Setha podczas tańca.
            – Znasz ją? – spytałam zszokowana, odwracając się do niego z powrotem.
            – Tak, przyjaźnimy się.
            – Wy? – Zmarszczyłam czoło. – A skąd się znacie?
            – Z domu. – Uśmiechnął się tym razem szerzej, ukazując bielutkie ostre kły.
            – Och. – Wzdrygnęłam się. – Jesteś wampirem – dodałam ciszej.
            – Zgadza się.
            – Więc to zbieg okoliczności, że tutaj jesteś? – spytałam, śmiejąc się nerwowo.
            – Prawdopodobnie. – Wzruszył ramionami. – Kim jest ten chłopak, z którym tańczy?
            – To Seth – mruknęłam.
            – Jej chłopak, tak?
            – Tak – potwierdziłam.
            – Słuchaj, muszę na chwilę wyjść na zewnątrz… Czekam na ważny telefon. Może powiedziałabyś Kayli, że ją pozdrawiam, co? – Posłał mi uśmiech. – I powiedz, że chcę się z nią zobaczyć na osobności. Na trybunach.
            – Czemu sam jej tego nie powiesz?
            – Chcę jej zrobić niespodziankę – wyjaśnił. – Znając życie nie wie, gdzie to jest. Zaprowadzisz ją?
            – Och, jasne.
            – Dziękuję. – Ujął w ręce moją dłoń i złożył na jej wierzchu szybki pocałunek. – Do zobaczenia, Jules.
            – Cześć. – Zarumieniłam się, a potem rozglądnęłam po pomieszczeniu, szukając wzrokiem przyjaciółki i zauważyłam ją w tym samym miejscu, co przedtem.
Gdy z powrotem przeniosłam wzrok na Mithę, zdumiona zdałam sobie sprawę, że już go nie ma.
Miałam nadzieję, że jeszcze trochę ze mną porozmawia. Był taki uprzejmy i kochany. Do tego wyglądał przystępnie, a to, że jest wampirem nie wydawało się mieć znaczenia.
Gdy tak o nim rozmyślałam, poczułam, że ktoś klepie mnie w plecy. Odwróciłam się i ujrzałam Rowana.
– Czego cię tak długo nie było? – spytałam zirytowana.
Wzruszył ramionami.
            – Wiesz, że twoja siostra tutaj jest?
            – Co? – Uniosłam brew. – Gadałeś z nią?
            – Szczerze to za nią nie przepadam – oznajmił, uśmiechając się delikatnie.
            – To o czym z nią gadałeś?
            – Tylko się przywitałem – wyjaśnił. – Ale ona chyba nie chce się z tobą widzieć.
            – Mówiła coś o mnie?
            – Nie słuchałem jej zbytnio. – Ponowne wzruszenie ramion.
            – To skąd wiesz, że nie chce mnie widzieć?
            – Dała mi to wyraźnie do zrozumienia.
            – Nieważne. – Odgarnęłam sobie kosmyk włosów z czoła. – Podczas gdy ciebie gdzieś wywiało, ja bawiłam się całkiem nieźle.
            – To znaczy? – Spojrzał na mnie z rozbawieniem.
            – Puścili „Imagine” Lennona, czyli piosenkę, do której zawsze chciałam z kimś tańczyć.
            – Nie przepadam za nią. – Uśmiechnął się. – Ale kontynuuj.
            – Co tu kontynuować? Moje marzenie się spełniło.
            – To chyba dobrze, nie?
            – Gdzie tyle byłeś? – zmieniłam temat.
            – Zgubiłem się – oświadczył w końcu.
            – Och. – Wzruszyłam ramionami. – Słuchaj, muszę zamienić słówko z Kaylą. Zaraz wrócę.
            – Jasne.
Uśmiechnęłam się ponuro i przedarłam przez tłum uczniów, szukając wampirzycy, gdyż zniknęła mi z oczu. Dopadłam ją dopiero po paru minutach przepychania i przepraszania, które towarzyszyły poszukiwaniom.
– Jules, jednak przyszłaś. – Ucieszyła się. – A gdzie Alex? – Rozejrzała się.
– Przyszłam, ale nie z tym bratem – wytłumaczyłam. – Masz sekundkę? Muszę ci coś pokazać.
– Hm, ale co? – Spojrzała na mnie spod zmarszczonych brwi.
– To ważne – nalegałam.
– No dobra – powiedziała lekko zdziwiona i posłała Sethowi przepraszające spojrzenie. – To zajmie chwilkę. – Pocałowała go w policzek i ruszyła za mną.
– Więc o co chodzi?
– Ktoś chce się z tobą zobaczyć.
– Kto? – Uniosła brew.
Wyszłyśmy na korytarz, a stamtąd na zewnątrz. Przez ostatnie dni było na dworze ciepło, ale teraz pojawiły się chmury i zaczął wiać zimny wiatr. Jak przed burzą.
– Nie mogę ci powiedzieć.
– Jules, robisz sobie jaja?
            W tym momencie zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go z małej torebeczki i spojrzałam na ekran. Nie znałam tego numeru.
            – Halo? – Odebrałam po chwili wahania.
            – Jules? To ty? – usłyszałam znajomy głos.
            – Kto mówi?
            – Tu Alex. Chcę cię przeprosić, ale nie mogę dzisiaj przyjść. Coś mi wypadło.
            – Okej – mruknęłam. – Dzięki za chęci. Do zobaczenia.
            – Na razie. – Rozłączył się.
Schowałam smartfona z powrotem do torebki i skierowałam wzrok na Kaylę.
– Kto to? – spytała.
– Alex – odparłam. – Nie może przyjść.
– Chyba i tak czułby się niechciany. Skoro wróciłaś do Rowana. Właściwie dlaczego? Zostawił cię.
– Przeprosił mnie i dałam mu drugą szansę.
– Nie wydajesz się tym szczególnie wzruszona – stwierdziła.
– Nie jestem.
– Cóż, wszystko jedno. Powiesz mi w końcu po co tu idziemy? – zapytała się, gdy dotarłyśmy na trybuny.
– Przecież ci mówiłam. – Rozglądnęłam się po otoczeniu zniecierpliwiona. – No gdzie on jest?
– On? Czyli kto?
– Przedstawił się jako Mithä – wygadałam się.
– Mithä? – powtórzyła, blednąc i otwierając szerzej oczy.
– Tak, twój przyjaciel – dodałam radośnie. – Poznałam go, jest super!
– Co? Przyjaciel… Gdzie go poznałaś? – spytała, chwytając mnie za ramiona.
– Na balu – wyjaśniłam.
– Co mówił?!
– Że chce się z tobą zobaczyć.
– Jules!
– Co? – Cofnęłam się.
– On nie jest moim przyjacielem!
– To kim?
– Powiesz mi jak wyglądał?
– Och, był przystojny. Miał blond włosy, szare oczy i…
– Taką bliznę na wardze?
– Tak!
– Słuchaj, to nie jest żaden przyjaciel. Mithä jest jednym z najbardziej zaufanych skrytobójców mojego ojca. Zawsze odwala czarną robotę. Ścigał mnie, gdy uciekłam. Jeśli tutaj jest, to tylko z jednego powodu – wyjaśniła i wzięła głęboki oddech, gdy skończyła mówić. – Chce mnie zabić albo sprowadzić do domu.
Na chwilę zamarłam, próbując sobie to wszystko poukładać w głowie. Mithä wcale nie rozpoczął ze mną rozmowy, bo mu się spodobałam. Posłużył się mną, by ułatwić sobie misję.
Poczułam wściekłość i rozczarowanie.
– Mówił coś jeszcze? – szepnęła Kayla, rozglądając się na boki.
– Pytał się o Setha – wyjąkałam.
– Co? – Dziewczyna stanęła jak wryta.
– Zobaczył cię tańczącą z nim i spytał się kim jest, a potem mnie przeprosił i powiedział, żebym cię tu zabrała i poszedł.
Wampirzyca zakryła usta dłonią i spojrzała na mnie.
– Więc to nie o mnie mu chodzi.

Seth

– Cześć, ty jesteś Seth Rampling? – usłyszałem po jakimś czasie spędzonym samemu, gdyż Kayli i Jules długo nie było.
Zobaczyłem bladego chłopaka o jasnych włosach i szarych oczach, stojącego przede mną z plastikowym kubkiem wypełnionym napojem, który z pewnością nie był dozwolony na imprezie niepełnoletnich, a do tego jego zapach dał mi wyraźnie do zrozumienia, że jest wampirem.
– A kto pyta? – odparłem.
Chłopak uśmiechnął się.
            – Mam na imię Mithä. Jestem przyjacielem twojej dziewczyny.
            – Kayli? – zdziwiłem się. – Chyba o tobie nigdy nie wspominała.
            – Za to ona mi o tobie tak. – Upił łyk wódki z kubka. – Z tego co wiem, to fajny z ciebie koleś. – Poklepał mnie po ramieniu.
            Od zawarcia pokoju między naszymi oboma gatunkami, nie miałem okazji rozmawiać z innym wampirem niż Kayla. Pogodzenie się między wampirami a wilkołakami było moim marzeniem od paru lat, chociaż byłem w tym osamotniony. Skoro już zapanowała moja utopia, mogłem sobie pozwolić na przyjaźnie z tą rasą. Zaskoczeniem było dla mnie to, że to on wyciągnął do mnie przyjazną dłoń. Byłem pewien, że trochę czasu minie zanim wszyscy się do tego przyzwyczają.
            – Przejdziemy się? – spytał wampir.
            – Dobra. – Westchnąłem. – Ale Kayla gdzieś poszła i…
            – Mogę jej wysłać SMS, żeby się nie spieszyła. – Mithä wyciągnął telefon z kieszeni spodni.
            – To chodźmy.
            Opuściliśmy salę gimnastyczną i skierowaliśmy w pusty korytarz, oddalając od miejsca rozrywki.
            – Wydajesz się zadowolony brakiem sporu między naszymi gatunkami – odezwał się chłopak.
            – Pewnie. – Uśmiechnąłem się.
            – Też zawsze uważałem, że to niepotrzebne – uznał.
            – No nareszcie – ucieszyłem się. – Zwykle moi to potępiali.
            – Przyzwyczają się. Wiesz, ja też miałem takie momenty, że również nie byłem pewien, czy to dobry pomysł tak szczerze. Kiedyś myślałem, że gdy jeździcie autem, wystawiacie głowę przez okno. – Zaśmiał się.
            – Ja też niewiele o was wiedziałem. Wiesz jak się zdziwiłem, gdy jadłem kawałek pizzy z sosem czosnkowym przy Kayli, a ona ani drgnęła? – Zachichotałem.
            – Co jeszcze o nas wiesz? – spytał Mithä, wyrzucając pusty kubek do kosza na śmieci.
            – Hm, nie wiem. Nie umieracie od kołka… A co ze słońcem? Używacie dobrego kremu z filtrem?
            – Nie. A wy zaznaczacie teren moczem?
Zgiąłem się wpół, zanosząc się śmiechem, a gdy się opanowałem, znowu spojrzałem na niego.
– Słyszałem też, że wy, wampiry jesteście strasznymi draniami – oznajmiłem, ale widząc, że uśmiech zniknął mu z twarzy dodałem: – Ale wiem, że to najgorsze kłamstwo.
– Cóż. – Przysunął się do mnie w błyskawicznym tempie. – To akurat może być prawda. – I nim zdążyłem zareagować, jednym ruchem skręcił mi kark.

           
_____



Rozdział dedykuję Carmen (ponownie), bo jesteś wspaniałym katem i przez ciebie mam krew na rękach. (y) 
Nie wiem co ci nie pasi dedykacją, narka. (Może byłaby lepsza, gdybym mogła ją napisać samiuteńka)

PROSZĘ WSZYSTKICH O WZIĘCIE UDZIAŁU W ANKIECIE!