piątek, 17 października 2014

Rozdział szósty

„Mój synu - szukaj dla siebie innego królestwa, albowiem to, które pozostawiam jest dla Ciebie za małe” 
~ Filip - Król Macedonii - 339 p.n.e.


To nie był pierwszy raz, gdy dołączył do pogo. In My Darkest Hour dźwięczało mu w uszach, gdy znalazł się w samym środku zabawy.
Ludzie nacierali na siebie, krzyczeli i przede wszystkim zajebiście się bawili. To była zdecydowanie najlepsza część koncertu.
W pewnym momencie chłopak z ogromną siłą natarł na dziewczynę stojącą za nim. Z pewnością nieźle ją to zabolało, bo nie zważając na to, że szansa usłyszenia jej jest nikła, wrzasnęła:
– Ty jebany idioto! – usłyszał.
Uśmiechnął się i popchnął ją jeszcze raz, tym razem mocniej.
            Była ładną brunetką o szarozielonych oczach i ciemnym, wyraźnym makijażu. Na nogach miała glany jak zdecydowana większość zgromadzonych tutaj osób.
            – Skurwiel – podsumowała go, a on z jeszcze szerszym uśmiechem złapał ją w pasie i usadowił na swoich ramionach.
            – Ciężka jesteś – stwierdził.
Prychnęła i zakryła mu oczy, ale siedziała na nim dopóki piosenka się nie skończyła.
            Właściwie to cały koncert spędzili już potem razem.
            – To zdecydowanie trwało zbyt krótko – mruknął ponuro, gdy opuścili teren występu.
            – To prawda – przyznała. – Hm, ale za miesiąc Overkill.
            – Jedziesz? – spytał.
            – Oczywiście!
Uśmiechnął się.
            – To pewnie się zobaczymy.
            – Możemy się też spotkać wcześniej – stwierdziła. – Czekaj… – Wygrzebała ze swojego plecaka długopis i nakreśliła mu na ręce rząd cyfr. – Nie mieszkam daleko.
            – Jasne – odparł.
            – Muszę już iść – szepnęła z przepraszającym uśmiechem. – Liczę na telefon – przypomniała i przytuliła go na pożegnanie, a potem odeszła.
           
Danielle

Szłam ulicą, z trudem powstrzymując chęć pokazania swojego prawdziwego oblicza.
Alex miał rację. Nie powinnam tak łatwo się poddawać.
Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Wytarłam je w rękaw czarnej marynarki, teraz już podartej i brudnej.
Niebo pociemniało i czułam na skórze kropelki deszczu. Powoli ulewa runęła z nieba. Było mi zimno, nie patrzyłam dokąd idę. Prawie całkiem straciłam widoczność przez silny wiatr.
Nagle poczułam, że w kogoś weszłam. Rozglądnęłam się i zobaczyłam, że jakiś chłopak próbuje podnieść się z ziemi.
– Uważaj jak chodzisz! – syknęłam.
Deszcz nie był już tak gęsty jak przed chwilą, więc zobaczyłam, że osobą, którą powaliłam był ten ślepiec z restauracji. Okulary spadły mu z nosa i teraz leżały poza zasięgiem jego dłoni, a on bezsilnie próbował je znaleźć. Upuścił również laskę.
Jęknęłam.
– Och, przepraszam, nie widziałam, że jesteś… – Szybko rzuciłam się do niego i pomogłam mu wstać.
– Ślepy? – spytał rozbawiony.
Schyliłam się i wcisnęłam mu do ręki laskę oraz okulary.
Dopiero teraz miałam okazję lepiej się mu przyjrzeć. Był chudy, raczej niewysoki i blady. Miał delikatne rysy i bardzo ciemne włosy. Oczy natomiast były… niebiesko-zielone. Takie jak… moje.
– Hej, czy ty nie jesteś tą dziewczyną z Marble Carbo? – zapytał.
Zamrugałam, chcąc się jeszcze raz przyjrzeć jego twarzy, ale on zdążył już założyć okulary.
– Skąd wiesz? – rzuciłam.
Wzruszył ramionami.
– Mam dobrą pamięć do głosów.
Dlaczego to wydawało mi się aż tak bardzo dziwne? Przecież miliony osób mogły mieć taki kolor tęczówek. Jednak coś w tym chłopaku wydawało mi się bardzo niepokojące.
– Jestem Danielle – powiedziałam.
– Raf.
Podał mi rękę, a ja delikatnie ją ścisnęłam.
– No więc, co tutaj robisz? – zapytałam głupio.
– Właśnie wracam do ciotki.
            – Nie mieszkasz tutaj?
            – A co ty, z policji? – Zaśmiał się.
            – Co? Nie…
            – Ale odpowiem. Nie, nie mieszkam tutaj. Przyleciałem do Stanów na wakacje do rodziny.
            – Hm, a jesteś z…?
            – Ze Szkocji – odparł zdziwiony tą moją wścibskością. – A ty? Co tutaj robisz?
Nic. W sumie to nie robiłam nic.
– Pokłóciłam się z chłopakiem i uciekłam od niego, więc przyszłam tutaj – usłyszałam swój głos. Nie wiedziałam, dlaczego mówię to nieznajomemu. Chyba.
– Dlaczego się z nim pokłóciłaś?
Pociągnęłam nosem.
– O takie pierdoły. Nic ważnego.
– Więc pewnie się niedługo pogodzicie – stwierdził. – Zimno tutaj. Może wejdziesz do środka?
– Chętnie – odparłam. Najwyraźniej mój nowy kolega był śmiały.
Raf natrafił dłońmi na bramkę i otworzył ją. Wkroczyliśmy do uroczego ogródka pełnego małych rzeźb, przedstawiających aniołki. One jakby rzucały mi pełne oburzenia spojrzenia. Postanowiłam je ignorować.
Weszliśmy do środka. Znaleźliśmy się w przestronnym holu również urządzonym w stylu z lat dwudziestych.
– A gdzie są twoi rodzice? – spytałam.
Uśmiech momentalnie zniknął z jego twarzy, która przybrała teraz kamienne oblicze.
– Matka została w kraju, a… ojciec nie żyje – dodał ciszej.
Wzięłam głęboki wdech.
– Przepraszam – powiedziałam szybko. – To znaczy… Moi rodzice także nie żyją.
– Przecież to normalne.
– Chyba tak.
Wszedł do kuchni i wziął ze stołu kilka ciasteczek.
– Chcesz? – spytał.
– Jasne.
Podał mi słodycz, a ja szybko wepchnęłam ją do ust.
– Wiem, że chcesz spytać o śmierć mojego ojca.
Prawie się zakrztusiłam. Ale rzeczywiście, chciałam.
– Coś się stało? – odezwał się niepewnie.
– Skąd wiedziałeś, że właśnie o to chcę zapytać?
Wzruszył ramionami.
– Bo wszyscy chcą to wiedzieć.
– Jeśli nie chcesz mi mówić, po prostu nie mów. To trudny temat, rozumiem to, bo przecież sama jestem sierotą.
Pokiwał powoli głową.
– I tak nic o tym nie wiem. – Wyglądał jakby starannie zastanawiał się na słowami.
            – Och… Słuchaj, wybacz, że tak bezpośrednio się o to wszystko pytam, ale…
            – Nie szkodzi – mruknął. – Nie lubię gdy ludzie mówią, że im przykro.
– Czyli nie za bardzo podoba ci się rozmowa ze mną.
– Nie próbujesz być delikatna. Chociaż… właściwie próbujesz i widać, że nie umiesz. – Uśmiechnął się. 
Wiedziałam, że muszę jak najszybciej porozmawiać ze swoją siostrą o tym dziwnym zdarzeniu. Nie mogłam zostać tu ani chwili dłużej.
– Och, już się przejaśnia. Hm, będę musiała się zbierać. Dziękuję za wszystko – odparłam. – Może jeszcze się spotkamy.
I prawie wybiegłam z jego domu. Gdy znalazłam się za furtką i oparłam o płot, odetchnęłam głęboko.
Jeśli się nie myliłam, to Raf musiał być moim bratem.

Roxanne

Po około dwugodzinnym locie wreszcie zauważyłam w oddali jakąś rzekę. Byłam okropnie spragniona, więc poczułam ulgę.
Toin, wyląduj koło tej rzeki.
Smok bez słowa zniżył lot i opadł na ziemię, tuż przy wodzie.
Podeszłam do rzeki i już miałam nabrać wody w palce, gdy zatrzymał mnie głos Toina:
Nie rób tego!
Dlaczego? – Uniosłam brwi i odwróciłam się do niego.
To nie jest zwykła rzeka. Dopiero teraz ją rozpoznałem.
W takim razie jaka?
Smok prychnął i podszedł do mnie. Jego niezwykłe oczy patrzyły prosto w wodę.
 To Rzeka Przeznaczenia. Pokazuje, jaka naprawdę jesteś. Może ukazać cię w złym świetle. Na przykład przedstawić jako zwierzę lub przedmiot. Jeśli jej dotkniesz, możesz stać się taka na zawsze.
A skąd mam wiedzieć, że to nie będzie dla mnie dobre?
Patrz.
Nasze odbicie zafalowało i rozmazało się, jednak po chwili fale się uspokoiły. Zobaczyłam siebie, taką jak zwykle i stojącego obok chłopaka, a nie smoka. Miał bladą cerę, azjatyckie rysy i kasztanowe włosy, wśród których kilka kosmyków było dłuższych i miał je zaplecione w warkocz. Był ubrany w skórzaną, brązową kamizelkę z wyszywanymi wzorami i zwyczajne czarne spodnie, podwinięte nad kostkami. Stopy miał bose.
W jego oczach płonął dobrze znany mi ogień. Nie miałam wątpliwości, że to jest ludzkie oblicze Toina.
Też to widzisz? – spytałam go.
Smok pokiwał głową, a człowiek z odbicia również to zrobił.
Czemu po prostu tam nie wejdziesz?
Nie chcę być człowiekiem.
Tym razem nie odpowiedziałam. Zastanawiałam się, dlaczego sama się nie zmieniłam.
Myślisz, że teraz mogę się napić?
Tak, chyba tak.
Już miałam  uklęknąć przy rzece, gdy przyjemną ciszę przerwał czyjś głos:
– Tam jest smok! Widzę go!
I strzała przeszyła powietrze, a następnie trafiła dokładnie w jego skrzydło. Toin ryknął z bólu.
Uciekaj! Ja nie polecę.
Nie mogłam go zostawić.
Usłyszałam, że nieprzyjaciele są już blisko. Mogłam zrobić tylko jedno.
Toin, wejdź do wody!
Smok popatrzył na mnie ze zwątpieniem.
No już!
I sama wbiegłam do rzeki.
Toin ostatni raz spojrzał w kierunku, z którego nadleciał pocisk i wskoczył do wody.
Przez sekundę nic się nie działo. Ale po chwili woda wzniosła się do góry i niczym tsunami zalała smoka. Powstało coś w stylu wiru wodnego, w którym został zamknięty.
Próbowałam do niego dopłynąć, ale prąd na to nie pozwalał.
Nagle wszystko ustało. Ściany wody opadły. Jednak ciągnąło mnie wzdłuż rzeki. Już na pewno nie dałabym rady się do niego dostać, ale… on również zniknął, a na jego miejscu pojawił się chłopak, znany mi z odbicia.
Szybko zrównał się ze mną i oboje popłynęliśmy naprzód. Patrzył na swoje ciało oniemiały.
– Ja.. jestem człowiekiem – powiedział w ludzkim języku.
Uśmiechnęłam się szeroko.
– Tak! – Jednak uśmiech natychmiast zniknął z mojej twarzy, gdy zorientowałam się, że mimo wszystko jest ranny.
Grot strzały tkwił w jego ręce, a woda wokół nich była zabarwiona na czerwono. Złapaliśmy się pnia jakiegoś drzewa, które razem z nami dryfowało w nieznane.
Tak jak myślałam, naszymi prześladowcami byli wojownicy z WRIN.
Teraz rozglądali się zdezorientowani w poszukiwaniu smoka. Nie wiedzieli naszej dwójki, bo dzielił nas niemały dystans.
– Może spróbuję to wyjąć. – Wskazałam na strzałę.
Toin nadal patrzył na wszystko z przerażoną miną.
– Jestem człowiekiem – powtórzył.
– Owszem – mruknęłam. – Ale jesteś też ranny.
Wreszcie oprzytomniał.
– Roxanne…
Szybkim ruchem wyrwałam z jego ręki grot. Nawet się nie skrzywił.
– Potem znajdę coś, żeby to opatrzyć – oznajmiłam.
Zauważyłam, że coś jest nie tak. Prędkość z każdą chwilą się zwiększała. Już powoli skumałam, co cię dzieje.
– Wodospad – zauważył Toin.
– Co robimy? – Mój głos był przepełniony lękiem.
– Nie mam pojęcia – mruknął. – Jest bardzo wysoki?
Przyjrzałam się dolinom, które rozciągały się aż po horyzont. Wodospad musiał mieć kilkadziesiąt metrów.
– Gdybym tylko umiała panować nad wodą…
Wiedziałam, że to koniec. Słyszałam, że skok do wody z tej wysokości nie różnił się od skoku w beton.
– Nie możesz zginąć – szepnął. – Co z przepowiednią?
– Może nie chodzi o mnie – oznajmiłam nie bardzo w to wierząc.
Spojrzał na mnie z ukosa.
– A co z tobą? Przeznaczenia kropla w człowieka zmieni?
– No i co? Już jestem człowiekiem. Nie ma już tam więcej miejsca dla mnie. Jest tylko jeszcze jedna rzecz – zaczął. – Zaraz zginiemy, więc chciałbym ci coś powiedzieć.
Spojrzałam na niego zdumiona.
– To przejdź do rzeczy, bo za chwilę może nas już nie być.
Chłopak przełknął ślinę.
– To trochę trudno wytłumaczyć, ale…
– Szybciej – syknęłam.
– To nie o ciebie chodzi…
Nie dokończył, bo właśnie dotarliśmy na sam skraj wodospadu.
Chwyciliśmy się mocno za ramiona, oderwaliśmy od pnia drzewa i z krzykiem skoczyliśmy w dół, znikając w pianie, wodzie i parze.
I wtedy coś złapało nas dwoje i zamknęło w żelaznym uścisku. Już nie spadaliśmy, tylko… lecieliśmy, zakleszczeni w złotych łapach z pazurami. Łapach smoka. Dużo większego od Toina, kiedy jeszcze sam taki był.
Lecieliśmy coraz wyżej, a po chwili zostaliśmy wypuszczeni na jeden ze szczytów wysokich gór. Boleśnie uderzyliśmy w podłoże, a złoty stwór wylądował obok nas.
Kim jesteś? – przemówiłam ich językiem.
Smok wyglądał bardzo majestatycznie. Potężny i wielki, w kolorze największych bogactw świata.
Mówią na mnie Aurum.
Schylił głowę tak, że mogłabym dotknąć jego pyska.
Ten Aurum? – spytał Toin. – Syn Rescuit, pierwszej smoczycy? Ten z Wielkiej Dziewiątki?
Stwór pokiwał głową.
To ja, we własnej osobie.
Byłam bardzo zdezorientowana. Skoro darzono mnie tytułem Władczyni Smoków, powinnam chyba znać imiona tych najważniejszych.
Nigdy o mnie nie słyszałaś prawda?
Spojrzałam na Auruma.
Nie.
To długa historia. Jeśli mam opowiedzieć ci ją, to muszę zacząć od początku. Wiesz kim był Melius?
Pokręciłam głową.
Będzie trudniej, niż myślałem. Melius był zwykłym śmiertelnikiem, który urodził się pod koniec czternastego wieku. Gdy był już nastolatkiem, jakiś demon postanowił się zabawić i zesłał mu pierwsze w historii smocze jajo. Z niego wykluła się smoczyca Rescuit, moja matka. Melius bardzo ją pokochał. Niestety to nie spodobało się WRIN. Postanowili zabić Rescuit, lecz ona zdążyła złożyć osiem jaj. Każde było inne. Po śmierci mojej matki jaja zaczęły powoli pękać. Jako pierwsze pękło moje, złote, dlatego ja jestem najstarszy. Następnego dnia wykluło się dwoje, Calor i Frigus. Później Queite oraz Bellum, następnie Fames i Messis, aż w końcu najmłodszy Varius.
Melius uciekł ze swojego kraju razem z nami, gdy byliśmy jeszcze malutcy. Namówił jakiegoś czarownika, żeby go obdarzył. Ta moc pozwalała mu się z nami porozumiewać. 
Ja symbolizuję bogactwo, Calor ciepło, a jego brat bliźniak, Frigus, zimno. Queite umiała przywracać pokój, a Bellum wywoływać wojnę. Messis był znany jako urodzaj, a Fames jako głód. Ostatni był Varius, znany lepiej jako Czarny Smok, potrafił wywoływać demony z ludzi. Legendy głoszą, że Rescuit potrafiła wskrzeszać, ale to tylko wymysł.
No ale przejdźmy do rzeczy. Nie tak łatwo było ukryć istnieniu aż ośmiu smoków. Wojownicy z WRIN szybko się o nas dowiedzieli. Melius się tego spodziewał, więc kazał nam uciekać. Niedługo potem oni go zabili. Jednak on zdążył wypowiedzieć pewną przepowiednię, co do dzisiaj nie zostało wytłumaczone. Uciekliśmy, a oni nigdy nas nie znaleźli. Po prostu wmówili ludziom, że nas zabili. My w tym czasie rozdzieliliśmy się i wszyscy znaleźliśmy sobie miejsce zamieszkania. Czekaliśmy tam do dzisiaj. Teraz powracamy i znowu zamierzamy pokazać kim są smoki. Melius wróci, ale tylko dzięki tobie, a potem zemści się na WRIN.
Przygryzłam wargę.
Nie jestem gotowa. Nie mogę walczyć.
Potrafisz panować nad ogniem. Możesz to wykorzystać.
Skupiłam się i spróbowałam wytworzyć mały płomyczek, ale moje palce nawet się nie osmaliły.
To było jednorazowe. Nie umiem tego i tyle.
Toin przyjrzał mi się ze współczuciem.
Ile WRIN wyrządziło ci krzywdy? Chcieli cię zabić.
Zamyśliłam się. Miał rację.
 Co ja mogę zrobić? Żeby wrócił?
On już wrócił, ale jest słaby. Tylko ty możesz mu pomóc.
Otworzyłam szeroko usta.
Jak go znaleźć?
Zabiorę was do niego. Wsiadajcie. Ostrzegam, że ta podróż będzie trwała dość długo.
Długo czyli ile?
Dwa może trzy dni.
Toin i pomógł wspiąć się na grzbiet Auruma. Dziwnie było lecieć na kimś innym niż on.
Gdy wzbiliśmy się w powietrze, poczułam ucisk w żołądku. Miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam.


____

A więc już rozdział szósty, który przy okazji rozpoczyna część drugą Drugiej Księgi. :) Jestem całkiem zadowolona, nie wiem. Wydaje mi się, że nie było aż tak strasznie nudno, a jak wy sądzicie? :)