sobota, 19 lipca 2014

Rozdział pierwszy

„Kiedy byłem małym chłopcem, płakałem, że nie mam butów na stopach. Przestałem płakać, kiedy zobaczyłem dziecko, które płacze, bo nie ma stóp.” 
 ~ Bob Marley
Roxanne

Nakazałam Toinowi wylądować. Śmiertelnicy nie zwracali nawet uwagi na wielkiego smoka stojącego tuż przy parkingu McDonalda.
– Umieram z głodu – oświadczył Jonathan. – Nie jadłem odkąd…
Urwał i spojrzał na mnie krzywo.
– Właśnie, co takiego zrobiłeś, że cię złapali? – zapytałam mając okazję w końcu się tego dowiedzieć.
– Opowiem ci potem, na razie chcę coś zjeść.
Wzruszyłam ramionami i poszłam za nim do środka lokalu. Czekała już tam na nas olbrzymia kolejka. Nie wiedziałam nawet w jakim stanie jesteśmy. Jedyną rzeczą, z której zdawałam sobie sprawę, było to, że mamy lecieć na północ. To Toin znał drogę.
Od kasy dzieliło nas może dziesięć osób.
– Masz jakieś pieniądze? – zapytałam.
Jego źrenice się rozszerzyły.
– Och, całkowicie zapomniałem, że jest coś tak przyziemnego jak pieniądze.
Dziewczyny stojące w kolejce przed nami popatrzyły na niego dziwnie. On natomiast zdawał się nie zauważać niczego, co działo się wokół nas. Nikt również nie zwrócił uwagi na jego rany oraz zakrzepniętą krew na ubraniu.
– No i co teraz zrobimy? – mruknęłam. – Na pewno nie dadzą nam jedzenia za darmo.
Elf przybrał zamyśloną pozę.
– Uciekliśmy na smoku z WRIN, spotkaliśmy Łowców i uszliśmy z życiem, ale nie potrafimy zapłacić w zwykłym barze. Nie jesteśmy normalni.
Prychnęłam.
– Mów za siebie. Ja jestem całkowicie zwyczajna.
– Właśnie widzę, Władczyni Smoków.
Moje policzki zabarwiły się na czerwono.
– Jedno mnie zastanawia…
Jonathan jakby nigdy nic sięgnął do torby dziewczyny stojącej przed nim i wyciągnął z niej portfel. Wziął z niego parę banknotów, a portfel znowu wepchnął do torebki.
– Cwane – powiedziałam, a on pokazał mi wyszczerzone zęby.
Okradziona nastolatka zamówiła sobie hamburgera z frytkami i „mogłaby przysiąc, że wzięła ze sobą więcej pieniędzy”. Koleżanki dołożyły jej trochę kasy i szybko zwinęły się z kolejki. Elf oparł się o ladę i uśmiechnął do pracowniczki. Ta popatrzyła na niego spod uniesionych brwi i zapytała, co zamawiamy. Oboje wybraliśmy Chickery, frytki oraz colę. Zapłaciliśmy skradzionymi pieniędzmi i usiedliśmy przy jedynym wolnym miejscu w całym barze, czyli obok tamtych dziewczyn. Było ich cztery. Dwie brunetki i dwie blondynki. Mogły mieć tyle lat, co Jonathan.
– Opowiedz – powiedziałam między kęsami. – tą historię.
Przewrócił oczami.
– Byłem młody i głupi…
– Nadal jesteś młody – przerwałam mu. – I głupi.
– Zawsze musisz się czepiać – parsknął. – No dobrze, już dobrze. Rok temu spotkałem dziewczynę. Śmiertelniczkę. Zakochałem się w niej i zaczęliśmy się spotykać. Chciałem to powiedzieć rodzicom. Moja matka jest przywódczynią wróżek i elfów w naszym klanie w Woodstade. Nie zaakceptowali tego i zakazali mi się z nią widywać. Nie posłuchałem. Przyłapali mnie na tym i odcięli mi skrzydła za karę.
Poczułam się głupio za wszystkie obelgi, jakimi go obrzuciłam. Po prostu mu współczułam. Jednak zdziwiło mnie to, że mówi o tym tak beztrosko.
– Potem wstydzili się mnie i zamykali w moim pokoju. Przez kilka miesięcy nie wychodziłem na światło dzienne. Poczuli ulgę, gdy zobaczyli Znak Wisielca. Sprowadzili wojowników WRIN i kazali im mnie zabrać. To wszystko.
Automatycznie wyciągnęłam dłoń, żeby dotknąć tej jego, ale on szybko zabrał ją z blatu. Wstrzymałam oddech.
– Ja… nie wiedziałam, wybacz.
Zaśmiał się gorzko.
– To dziwne, bo trąbili o tym w całym naszym świecie.
– To dlatego Łowcy cię rozpoznali.
– Oni wiedzą wszystko. Nic im nie umknie.
– Wiem.
Następnie jedliśmy w milczeniu. Gdy skończyliśmy, odłożyliśmy papierki na tacę i wyszliśmy na zewnątrz. Toin pewnie się niecierpliwił. Znaleźliśmy go w tym miejscu, w którym go zostawiliśmy.
Ile można jeść?
– Przepraszam, była duża kolejka – powiedziałam i wspięłam się na jego grzbiet.
Jonathan myślami musiał być kilometry stąd, bo nawet nie zauważył, jak wzbiliśmy się w powietrze. Trzymał się mocno mojej talii podczas gdy ja obejmowałam twardą szyję Toina.
– Co się stało z tą dziewczyną? – usłyszałam swój głos.
Spojrzał na mnie z dziwnym uśmiechem.
– Aż tak bardzo chciałabyś się je pozbyć?
Przewróciłam oczami, ale w duchu się uśmiechnęłam.

Jules

Wstając z łóżka doznałam jeszcze większych zawrotów głowy niż wcześniej. Alex stwierdził, że sama nie dam rady iść, więc kazał Mikey’owi mnie nieść. Odmówiłam i chwiejnym krokiem sama wyszłam z sali szpitalnej.
Idąc korytarzami zauważyłam, że lustro które zbiłam z Rowanem zostało ponownie sklejone i powieszone na ścianie. Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Wyglądałam potwornie. Moje oczy były mocno podkrążone, a policzki zapadnięte. Moja skóra przybrała prawie że siny odcień, a w niektórych miejscach moich włosów było zdecydowanie mniej, prawdopodobnie w celu założenia szwów. Wszędzie miałam rany, niektóre już zabliźnione. Z ulgą zauważyłam, że nie jestem brudna. Widocznie ktoś musiał mnie umyć, gdy byłam nieprzytomna.
Poruszałam się jak zombie, a do tego prawie każda moja część ciała pulsowała bólem.
Zostawiliśmy lustro w tyle i w milczeniu doszliśmy do „salonu". Zastaliśmy już tam Danielle, Ethana, Kaylę, Setha, Leach i sześcioro Wyklętych, którzy przeżyli zamach. W powietrzu wyczułam wyraźne napięcie.
Na drugim końcu pomieszczenia stała Fanella Stark i trzech czarowników. Wyglądała, jakby w ogóle nie spała od czasu bitwy, a od niej minął już tydzień. Miała podkrążone oczy oraz zero kolorów na twarzy i była ubrana w zwykłą bluzę i dżinsy.
– O co chodzi? – zapytała moja siostra. – Co takiego chcieliście nam powiedzieć?
– Nie przyszliśmy walczyć – zapewniła. – Po prostu chcemy się z wami czymś podzielić. Mamy informatorów, znanych wam lepiej jako Łowcy.
Alex wciągnął gwałtownie powietrze.
– Podobno mają chłopaka, który ma wizje, o to chodzi?
Królowa pokiwała głową.
– Zawsze miał tylko wizję, ale teraz zdarzyło mu się wymówić przepowiednię.
Skrzywiłam się.
– Nienawidzę przepowiedni. One… się spełniają.
Mikey posłał mi dobrze znane, zażenowane spojrzenie.
– To takie głębokie – burknął Alex.
Nadal czujnie obserwował swoich „gości”.
– No to zdradzisz nam słowa tej przepowiedni?
– Twórca miotających pożogą wróci,
ogień z ogniem sprzymierzyć się musi,

w blasku stanie ona, jego nadzieja,

której setki lat wyczekują,

przeznaczeni kropla w człowieka zmieni,
przyjdzie z daleka przeklęty lód,
krew ognistej przeleje ukochany jej chłód.


Wszyscy wybałuszyliśmy oczy.
– Porąbane, co? – Uśmiechnęła się Fanella.
– Po co nam to mówisz? – wypaliłam w końcu. – Przecież nas nienawidzicie.
Dziewczyna westchnęła.
– To drugi powód, dla którego tu przyszliśmy.
– Dlaczego mamy wam ufać? – Alex skrzyżował ręce na piersi.
– Przyszliśmy bez broni. – Dziewczyna uniosła ręce.
Rzeczywiście nie byli uzbrojeni.
– To nie wystarczy – odparła Danielle.
Fanella wydawała się wycieńczona.
– Dlaczego w ogóle przyszłaś nam to powiedzieć? – spytał Mikey.
– Mam pewne przeczucia co do tej przepowiedni. Po prostu obawiam się, że to może być prawdą.
– Co może być prawdą? – Leach zmarszczyła brwi.
– Że on wróci.
– Ten Twórca Miotających Pożogą? – upewniła się Danielle.
Czarownica pokiwała głową.
– Na pewno słyszeliście o Meliusie.
– Tak – odpowiedzieli wszyscy poza mną, Mikey’em, Leach i Ethanem.
– Pewnie znowu jakiś pół-demon, pół-wyklęty, czarownik, albo… – urwałam, gdy pozostali dziwnie na mnie spojrzeli.
Alex pokręcił głową.
– Wręcz przeciwnie. Melius był zwykłym śmiertelnikiem…
– Był obdarzony – wtrąciła Danielle.
– Dobra, nieważne. Powiedzcie co takiego zrobił, że mamy się go bać – burknął Mikey.
Fanella pokiwała głową.
– Żył setki lat temu. Kiedy był młody znalazł pierwsze w historii smocze jajo. Wykluła się z niego smoczyca, Rescuit. Melius pokochał ją i zaprzyjaźnił się z nią. Prawdopodobnie jakiś demon mu ją zesłał. To czarna magia, więc przywódcy WRIN szybko się o tym dowiedzieli. Zabili to stworzenie, ale ono zdążyło niestety złożyć jaja. Melius był wściekły. Wypowiedział zemstę WRIN. Namówił jakiegoś czarownika, żeby ten go obdarzył. Dostał moc, dzięki której mógł się porozumiewać z tymi stworzeniami. Było ich tylko osiem, a każdy symbolizował co innego. Szybko zabito i Meliusa i te smoki, no nie wszystkie. Został jeden. Taki, którego ogień posiadał wyjątkową zdolność.
Przełknęłam ślinę. Czarny Ogień. Poczułam chłód medalionu na skórze.
– Nie rozumiem, jak ma wrócić. Przecież zginął – zauważyła Danielle.
– Nie ty jedna umiesz wskrzeszać – odparła Fanella. – Do tego potrzebna mu jedna osoba, jego bardzo daleki potomek. Jeśli ten człowiek dowie się o swojej mocy i pierwszy raz ją wykorzysta, Melius dostanie szansę, aby wrócić i ponownie powołać do życia armię wyjątkowych smoków, a to dla nas koniec.
– Nie możecie po prostu znaleźć i zabić tego potomka? – zapytał Mikey. – Jak można rozpoznać tego wyjątkowego smoka?
– To może być każdy – wyjaśniła. – Nie da się go rozpoznać. Ten smok… Nie zostało ich wiele, ale bardzo trudno je znaleźć.
– Dlaczego nam to mówisz? – spytała Kayla.
– Potrzebuję waszej pomocy, żeby odnaleźć tego smoka i potomka, zanim będzie za późno.
Wszyscy wydali odgłosy oburzenia.
– Po tym, co nam zrobiliście? – warknął Alex. – Chyba sobie żartujesz.
Dziewczyna otwarła usta.
– Nie rozumiecie. Jeśli on wróci, wam też grozi niebezpieczeństwo.
– A co jeśli to podstęp? – podsunął Seth.
Zaczęli się przekrzykiwać. Myślałam, że zaraz pękną mi uszy.
– Cisza! – krzyknął Mikey. – Podaj choć jeden powód, dla którego mamy ci pomóc.
– Naprawdę przepraszam, za to co się stało…
– To nie wystarczy. Zabiliście miliony nas. Niedługo wyginiemy jak te cholerne smoki – warknął i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
– Ma rację. – Pozostali Wyklęci pokiwali głowami. – Nie pomożemy jej.
I wyszli. Za nimi Leach i Ethan, a potem Kayla i Seth. Fanelli drżały ręce. Schowała je za plecy, żeby to ukryć. Pomyślałam, że też powinnam odejść, bo to Danielle i Alex są przywódcami, więc oni powinni zadecydować, ale nie ruszyłam się z miejsca.
– Nie możemy ci pomóc – w końcu odezwał się Alex. – Została nas mała grupka, a was bardzo dużo. Nie wypowiadamy wam wojny, ale nie możemy zawrzeć sojuszu.
Dziewczyna chyba chciała coś powiedzieć, ale posłała im tylko ostatnie bezradne spojrzenie i się teleportowała. Jej słudzy również.
Żołądek zmienił się u mnie w mocno ściśniętą pętlę. Zawsze tak było, gdy czułam poczucie winy.



____

No więc o to pierwszy rozdział drugiej części ;) Mam nadzieję, że się podobał. Dedykuję go zaczarowanejJagodzie, która nadal uważa, że Toin powinien wejść do środka maka i zjeść sprzedawcę. ;/
Pozdrawiam. x3