czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział siedemnasty

„Na górze róże, na dole padlina, wszędzie cierpienie, życie to kpina.”


Jules


Co miałam teraz zrobić? Zostałam sama w obcym domu, nie wiedziałam jak mam się stąd wydostać. Wyskoczyć przez okno? Podeszłam do niego i oparłam dłonie na parapecie. Prawie krzyknęłam, gdy napotkałam dwoje ciemnobrązowych oczu. Piegowata ręka złapała mnie za nadgarstek, a osoba do której ona należała weszła do środka.
To był Alex. Patrzył na mnie jak na kosmitę. Jego oczy jeszcze bardziej sprawiły wrażenie dwóch monet, gdy dostrzegł martwe ciało swojej macochy leżące na podłodze.
– Co ty… – urwał. Był w głębokim szoku.
– Cześć, Alex – wypaliłam.
– Ty ją zabiłaś? – spytał najwyraźniej dostrzegając ostrze wbite w jej brzuch.
Odwróciłam wzrok, a chłopak podszedł do mnie, złapał za ramiona i potrząsnął mną.
– Odpowiedz – poprosił. – Skąd się tu wzięłaś?
– Ja… przyszłam tu po twój dziennik – wytłumaczyłam szeptem kryjąc twarz za włosami.
– Dziennik? Co? O czym ty mówisz? – Pochylił się i zajrzał mi w oczy.
– Tristana Wright.
– Po co ci on? – Zmarszczył czoło. – I skąd wiedziałaś, że on tu jest?
– Rowan mi powiedział – wyjaśniłam.
Warga mu drgnęła, a w oczach pojawił się gniewny błysk. Nagle dojrzał w mojej dłoni Contrivitam i uniósł pytająco brwi.
            – To…
– Wiem, co to jest. Zabiłaś ją, bo chciałaś go obronić? Zwariowałaś?
– To było niezamierzone – jęknęłam.
            – Czyli uważasz, że możesz sobie tak po prostu zabijać ludzi, Jules? To żona mojego ojca, wiesz, jak on ją kocha?
– Przykro mi – rzekłam szczerze.
            Zaśmiał się bez cienia wesołości i cofnął ode mnie.
            – To raczej nie przywróci jej życia.
            Przypomniałam sobie, że kiedyś wyznał mi, ze odkąd Beatrice mieszka u w jego domu, ojciec Alexa słucha się tylko jej.
– Teraz, kiedy ona nie żyje, może twój tata znowu stanie się normalny – pocieszyłam go.
Zacisnął pięści.
– Nie znasz go. Będzie obwiniał o to mnie. Zabije mnie albo gorzej. On… on kochał ją bardziej niż moją matkę.
Nie wiedziałam co ma powiedzieć. Znałam Beatrice tylko przez kilka minut, ale nie sądziłam, że ktoś może ją pokochać.
Jak na zawołanie, usłyszeliśmy kroki na schodach. Po chwili drzwi się otwarły i stanął w nich, ktoś, kto musiał być tatą Alexa. Miał włosy koloru cynamonu i szare oczy, w ogóle niepodobne do syna. Jednak zarys szczęki, wydatne kości policzkowe i lekko drobną budowę musiał mu przekazać. Trzymał w dłoni nóż kuchenny.
– Beatrice? – zapytał. – Jesteś tutaj?
Jakby w ogóle nie widział mnie i syna. Gdy dojrzał ciało ukochanej, krzyknął i opadł na podłogę. Usadowił sobie jej głowę na kolanach i załkał. W świetle księżyca jej twarz wyglądała pięknie i surowo.
Po kilku minutach Wright puścił kobietę i złożył jej ręce na piersi. Wstał ciągle płacząc. Dopiero teraz dojrzał z pewnością niechcianych gości.
– Alexander – powiedział wściekłym tonem. – Ty ją zabiłeś, tak?
Chciałam zaprotestować, ale Alex posłał mi spojrzenie, mówiące, żebym tego nie robiła. Najwyraźniej miał jakiś plan.
– Tak, to ja – skłamał i uśmiechnął się sztucznie. – No i?
Pan Wright ryknął szaleńczo i rzucił się na syna. Przyszpilił go do podłogi i skierował nóż ku jego twarzy.
– Zapłacisz za to, przeklęty bachorze. Była wszystkim co miałem, rozumiesz? Nikogo bardziej nie kochałem. Ciebie, Catherine…
Na rozbawionej twarzy Alexa pojawił się grymas wściekłości.
– Zabiłeś moją matkę, bo chciałeś być z tą głupią dziwką Malarkey!
Mężczyzna walnął go pięścią w twarz.
– Nie nazywaj jej dziwką! – krzyknął. – Miałem swoje powody, żeby pozbyć się Catherine…
– Więc się przyznajesz – stwierdził czarownik.
Zbyt bardzo się bałam do nich podejść, więc zostałam na miejscu, wbijając paznokcie w nadgarstek i przyglądając się im z niemałym przerażeniem.
– Nie zabiłem jej, rozumiesz? Tylko wyrzuciłem…
– Więc czemu nie pozwoliłeś mnie jej ze sobą zabrać?
Wright przełknął ślinę i zbliżył ostrze jeszcze bliżej policzka chłopaka.
– Ponieważ Beatrice tego chciała. Dlaczego to zrobiłeś? Była dla ciebie taka dobra przez te wszystkie lata…
Alex znowu się zaśmiał.
– Oczywiście, była dla mnie jak matka.
Potrząsnął nim mocno.
– Nie śmiej o niej żartować! Będziesz umierał powoli. Najpierw pokroję ci twarz, odetnę kończyny, aż w końcu…
– Brzmi kusząco – przerwał mu syn.
Ostrze przecięło powietrze.
***
Mogłam tylko patrzeć, jak kolejny koszmar opuszcza moje sny. Alex spojrzał na nóż sterczący z jego piersi z niedowierzeniem. Jakby po prostu nie pasował. Zaczął dławić się własną krwią, ale gdy w końcu skonał na jego twarzy widniał ten sam uśmiech, co zwykle. Wiedziałam, że już nigdy mnie nim nie obdarzy. To nie pierwszy raz, kiedy chłopak „umarł”. Jednak, gdy spadł z klifu, mogłam mieć jeszcze nadzieję, że żyje, bo nie widziałam jego ciała. Wtedy pod wodą, byłam zbyt zajęta walką i wiedziałam, że Kayla robi wszystko, żeby go uratować.
Teraz widziałam na własne oczy, że jego serce przestało bić i nawet gdyby pojawiła się tu Kayla, nie dałoby się go uratować. Nie wierzyłam w to. Nie wierzyłam w takie okrucieństwo jakiegokolwiek rodzica. Nie wierzyłam, że zaraz po odzyskaniu Alexa, musiałam go stracić, teraz już na zawsze. To przecież ja zabiłam Beatrice. Nóż powinien wystawać z mojej piersi.
Pan Wright jakby nigdy nic, wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał czyjś numer.
– Halo? Cedrik? Witaj? Mam coś, co może się wam spodobać.
Nie słyszałam niestety głosu rozmówcy po drugiej stronie.
– To z pewnością coś cennego. Mam tu córkę Omnemaluma.
Zatkało mnie. Myślałam, że skoro Beatrice służyła mojemu ojcu, to Wright także. Ale przecież on nie był sobą. Czarownica manipulowała nim i miała go pod swoją kontrolą, nie wyjawiając sekretów. Przecież nie wiadomo jak okrutny rodzic z własnej woli nie zabiłby swojego dziecka. Był pod wpływem jakiegoś zaklęcia miłosnego, albo czegoś.
Nie obchodziło mnie o czym rozmawiają mężczyźni. Chcieli mnie zabić, albo zniewolić.
Zdziwiłam się, gdy Wright ponownie wybrał jakiś numer.
– Danielle? To, za co zapłaciłaś… jest gotowe – mruknął. – Ma paskudną ranę, będziesz musiała ją zalepić.
Już teraz na serio byłam zbita z tropu. Musiało chodzić o Beatrice, albo Alexa. Mężczyzna rozłączył się podszedł do mnie. Patrzyliśmy sobie przez chwilę w twarz. Zamachnęłam się chcąc zdzielić go w twarz, ale on złapał mój nadgarstek i wykręcił go boleśnie. Ugięły się pode mną kolana, a on posłał mi kopniaka w brzuch, zabierając dech z piersi, co na krótką chwilę mnie unieszkodliwiło.
– Zabiorą cię do WRIN i zapewne wykorzystają jako przynętę do złapania Omnemaluma.
Jak mogli go złapać, skoro się jeszcze nie odrodził? Zrozumiałam, że matka Rowana musiała mu to wmówić, a on oczywiście uwierzył.
Przez drzwi momentalnie weszło z tuzin mężczyzn w czarnych mundurach w starym stylu.
– Dobra robota, Joseph. – Uśmiechnął się.
– Dzięki, Cedrik.
Mężczyzna zwany Cedrikiem miał krótkie rude włosy i lodowate niebieskie oczy, które patrzyły na mnie z wyższością. Jego usta wykrzywił podły uśmiech, który znaczył tyle samo co: „Wyślemy cię na pluton egzekucyjny, kochanie”.
– Co tu się stało? – spytał przenosząc wzrok z powrotem na Wrighta.
Mężczyzna pociągnął nosem.
– Naprawdę trudno mi o tym mówić. Gdybym przybył tutaj kilkanaście minut wcześniej… Na tej dziewczynie wyraźnie widać piętno ojca.
– Co? – wyjąkałam próbując wstać, ale dostałam cios w brzuch i z powrotem upadłam na podłogę.
– Dobrze się nią zajmiemy. Odpowie za swoje czyny – zapewnił go Cedrik. – Mamy zabrać ciała?
– Nie. Sam chciałbym je pochować.
Wtedy do pokoju weszło kolejnych dwóch czarowników trzymających, szarpiących się… Kaylę i jakiegoś innego chłopaka.
– Panie Winslet – powiedział jeden z nich do Cedrika. – Znaleźliśmy ich pod domem. Ta wampirzyca to dawno zaginiona córka Anthony’ego Montgomery! Dostaniemy za nią majątek! A ten obok to Seth Rampling, syn przywódcy stada wilkołaków z Calleharton…
– Cudownie – przerwał mu dowódca. – Ich trzeba powierzyć WRWA i WRWI. Nas obchodzi tylko ona.
– Nie jest czarownicą.
– Rzeczywiście, ale zabiła dwoje z nas – powiedział.
– Co? – wrzasnęła Kayla.
– Zamilcz! – syknął Cedrik, a ona jakby się skuliła.
– Odeślijcie tamtych do ich własnych gatunków, a my jedziemy prosto do Rady w Szkocji.
Chciałam zaprotestować, ale dowódca podniósł mnie brutalnie i przerzucił sobie przez ramię, po czym dokonał teleportacji. Jeszcze w życiu nie czułam się tak bezsilna.